Nareszcie spotkanie w realu

We wrześniu odbyły się w Warszawie warsztaty animatorów projektów zrealizowanych w ramach 13.edycji programu „Seniorzy w akcji” oraz członków Klubu SWA.

Uczestnicy spotkania dzielili się swoimi doświadczeniami i sukcesami w realizacji projektów społecznych. Prezentowali zdjęcia oraz filmy dokumentujące działania na różnych etapach projektów. Z jednej strony dokumentacje ukazywały potencjał środowisk senioralnych, a z drugiej trud pokonywania barier, jakie niósł ze sobą okres pandemii.

Po raz pierwszy, po wielu miesiącach pracy i komunikacji online, uczestnicy mogli wymienić się na żywo swoimi przemyśleniami, refleksjami na temat pełnienia ról liderów w swoich środowiskach senioralnych. Rozmawiali o współpracy w tym trudnym okresie z organizacjami wspierającymi i instytucjami kultury na swoim terenie.

Jak zwykle w ramach programów SWA odbyły się warsztaty rozwojowe. Zarówno animatorzy, jak i Ambasadorzy spotkali się na warsztatach „Z przeszłości ku przyszłości” prowadzonych przez Konrada Sobczyka. W czasie zajęć ponownie prześledzili swoje ścieżki rozwoju umiejętności liderskich i sformułowali wyzwania, które chcieliby podjąć w przyszłości.

Te trzy dni spędzone razem pomogły nam na nowo poczuć się jedną grupą, jedną „rodziną” SWA.

Fot. Alicja Szulc

Więcej zdjęć: FLICKR

Łąka zasiana sercem ku radości natury

Filmy przyrodnicze nagrywane przez seniorów dla przedszkolaków, warsztaty wysiewania ziół dla małych i dużych, warsztaty kreatywnego pisania dla osób w wieku 55+ i wspólne sianie społecznej łąki. To wszystko udało się zrealizować w Dobczycach na przekór pandemii w ramach projektu „Po-łączeni siejemy możliwości”.

Przez pół roku, pod czujnym okiem animatorek: Justyny Szawary, bibliotekarki oraz Małgorzaty Bartnik, dyrektor Przedszkola Samorządowego nr 3 w Dobczycach, dzieci oraz seniorzy przygotowywali się do wysiania społecznej łąki. Nagrywali edukacyjne filmy, uczyli się wysiewać zioła, a nawet… pisać bajki! Wszystko po to by wspólnie spotkać się w czerwcu i założyć łąkę – “zasianą sercem ku radości natury”.

Mimo obostrzeń i trudności uczestnicy nie tylko zrealizowali wiele działań, ale przede wszystkim nawiązali piękne międzypokoleniowe relacje.

Oto działania, które udało się zrealizować w Dobczycach:

–  nagranie z grupą seniorów cyklu przyrodniczych filmów:

Odc. 1 | Kto mieszka w ogrodzie?

Odc. 2 | Co owady robią w zimie?

Odc. 3 | Dokarmianie ptaków

Odc. 4 | Ślimak Robercik

Odc. 5 | Kokony

Odc. 6 | Mrówki

Odc. 7 | Jaszczurki

Odc. 8 | Kumaki

Odc. 9 | Ważki

ZIOŁA NA TALERZU

Seniorki i seniorzy w interpretacji wiersza MARTY GRUCELI “Jak tu stworzyć dom owadom?”

– cykl warsztatów siania ziół dla małych i dużych,

– warsztaty kreatywnego pisania dla osób w wieku 55+,

– stworzenie pomysłu na napisanie bajki w formie teatrzyku kamishibai. Jej autorką jest Marta Grucela,

– przedszkolaki z dobczyckich placówek wysiały zioła dla seniorów, przygotowały kule nasienne i ozdobiły skrzyneczki, które osobiście trafiły do rąk najstarszych,

– przygotowanie terenu pod społeczną łąkę kwietną i wspólne rozwijanie wiedzy na temat zakładania łąk kwietnych,

– ubarwieni łąki cytatami,

– na przekór pandemii starsi nagrali swoimi telefonami wiersz-zaproszenie do wysiania łąki (“Jak tu stworzyć dom owadom?” autorstwa Marty Gruceli),

– cykl spotkań z pszczelarzem.

Więcej zdjęć: ZOBACZ

Projekt na Facebooku: Łąka kwietna w Dobczycach

Klub Seniorek i Seniorów Nowoczesnych

Realizacja video: Nabuku Films

Klub Seniorek i Seniorów Nowoczesnych włącza osoby starsze do odbioru sztuki współczesnej, inspiruje do własnych odkryć i aktywności, wzmacnia wzajemne relacje. Działa przy Towarzystwie Przyjaciół MSN od września 2020 roku i powstał dzięki XIII edycji grantowego konkursu „Seniorzy w akcji” zorganizowanego przez Towarzystwo Inicjatyw Twórczych „ę” oraz Polsko-Amerykańską Fundację Wolności. 

Klubowe wydarzenia wyposażają klubowiczki i klubowiczów w narzędzia interpretacyjne, pomagające w odbiorze sztuki współczesnej, która często bywa postrzegana jako trudna i niezrozumiała. W ramach projektu odbywają się wykłady o sztuce współczesnej, powiązane z nimi warsztaty plastyczne pobudzające kreatywność, seminaria filozoficzne, spotkania z artystkami i artystami.

Działalność Klubu ma sprzyjać tworzeniu się więzi towarzyskich opartych na pasji do sztuki współczesnej, dlatego organizowane są wyjścia do instytucji kultury, aby wspólnie zwiedzać wystawy w muzeach i galeriach sztuki oraz spacery architektoniczno-sentymentalne po Warszawie. Ważnym aspektem działalności Klubu SiSN jest pobudzanie aktywności seniorek i seniorów przez umożliwienie im realizacji własnych pomysłów i projektów.

W warunkach pandemicznych działalność Klubu SiSN przeniosła się do Internetu. Seniorki i seniorzy wspólnie eksplorują świat sztuki współczesnej na prywatnej grupie na Facebooku. Wirtualna działalność Klubu otworzyła przed projektem nowe możliwości: seniorki i seniorzy uczestniczą w spotkaniach online, debatach, wykładach i warsztatach. Klubowiczki i klubowicze dzielą się własną twórczością artystyczną, dyskutują oraz komentują zamieszczane materiały o sztuce współczesnej. Pomimo dystansu udało się podtrzymywać więzi towarzyskie dzięki wirtualnej działalności Klubu.

W przyszłości seniorki seniorzy będą angażować się w życie Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, dzięki współpracy przy funkcjonowaniu wystaw i tworzeniu programu towarzyszącego.

Video zostało zrealizowane w czasie czerwcowego wyjazdu klubowiczek i klubowiczów do Szumina, gdzie znajduje się dom znanych architektów – Zofii i Oscara Hansenów.

Od czasu zakończenia XIII edycji ” Seniorów w akcji” Klub Seniorek i Seniorów Nowoczesnych wszedł na stałe do programu Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie i jego jest przez Muzeum finansowany.

Szczegółowych informacji na temat działania Klubu udziela obecnie Muzeum: https://artmuseum.pl/pl/news/klub-seniorek-i-seniorow-nowoczesnych

Dotacje przyznane dla XIV edycji “Seniorów w akcji”

Komisja Konkursu, złożona z niezależnych ekspertów, przyznała dotacje na realizację 22 projektów. Łączna kwota przyznanych dotacji wyniosła 271 950 PLN. Wśród nagrodzonych projektów znalazły się następujące:

W wybranych projektach Komisja rekomendowała dofinansowanie pod warunkiem dopracowania wniosków i wprowadzenia rekomendowanych zmian.

Wszyscy autorzy zwycięskich projektów otrzymają drogą mailową listy wraz z uwagami i wskazówkami dotyczącymi dalszej realizacji.

Wszystkim uczestnikom XIV edycji Konkursu „Seniorzy w akcji” dziękujemy za współpracę. Autorom nagrodzonych projektów gratulujemy i życzymy powodzenia w realizacji zaplanowanych działań!

Konkurs „Seniorzy w akcji” realizowany jest przez Towarzystwo Inicjatyw Twórczych „ę” ze środków Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności.

LISTA ZWYCIĘSKICH PROJEKTÓW

Inkubator Projektów – XIV edycja Konkursu SwA

Starsi i młodsi animatorzy z 25 miejscowości z całej Polski spotkali się online na platformie Zoom, aby przy wsparciu ekspertów i konsultantów rozwijać swoje pomysły na społeczne działania w ramach XIV edycji konkursu „Seniorzy w akcji”.

W czasie warsztatów animatorzy 60+ i międzypokoleniowe tandemy animatorów pracowali nad swoimi projektami społecznymi, rozwijając zgłoszone do konkursu pomysły i czerpiąc od siebie nawzajem inspiracje.

W ramach Targowiska Pomysłów doświadczeni animatorzy opowiadali o swoich projektach. Joanna Bulandra opowiadała o projektach realizowanych w Klubie Ambasadorów programu „Seniorzy w akcji”. Wiesława Kozłowska podzieliła się doświadczeniami związanymi z projektem „Uwolnić marzenia”. Krystyna i Piotr Krzyżanowscy zaprezentowali projekty wspierane i współrealizowane przez fundację „Słoneczna Galeria”, a Agnieszka Dubiel opowiedziała o Senioralnym Biurze Karier, utworzonym przy Akademii WSB.

Oto wybrane opinie po warsztatach:

Całość warsztatów oceniam bardzo pozytywnie. Tematyka dobrana w punkt zwłaszcza dla osób które starają się o dotację pierwszy raz. Osoby prowadzące poszczególne spotkania posiadają specjalistyczną wiedzę i chętnie odpowiadają na pytania. Starają się, aby uczestnicy byli maksymalnie zaangażowani.

Atmosfera bardzo dobra, warsztaty i konsultacje bardzo merytoryczne, wyczerpujące. Prowadzący kompetentni.

Świetna atmosfera, doskonała komunikacja, profesjonalni i kompetentni trenerzy i prowadzący warsztaty, skoncentrowanie na najważniejszych aspektach wymagań projektu społecznego.

Po warsztatach, animatorzy mają dwa tygodnie na złożenie wniosków o dotację wraz z budżetem projektu. Projekty społeczne w ramach XIV edycji konkursu będą realizowane od września 2021 do czerwca 2022 roku.

PROGRAM INKUBATORA PROJEKTÓW: TUTAJ

Projekty zakwalifikowane do III etapu Konkursu

Pięknie dziękujemy wszystkim uczestnikom za udział w spotkaniach z Komisją i podzielenie się swoimi pomysłami na działania społeczne. Rozmowy z autorami projektów były dla nas niezwykle ciekawe. Żałujemy, że nie możemy wesprzeć realizacji wszystkich pomysłów, z którymi mieliśmy okazję się zapoznać. Do udziału w III etapie Komisja Ekspertów wybrała 25 działań najbardziej zgodnych z celami Konkursu.

Zgodnie z regulaminem Konkursu, nasi eksperci spotkają się z autorami wybranych projektów na warsztatach „Generator Projektów”. Warsztaty rozpoczną się 24 czerwca i wraz z konsultacjami eksperckimi potrwają do 3 lipca. Celem spotkań będzie wspólna praca (animatorów i ekspertów) nad dopracowaniem pomysłów zgłoszonych na Konkurs. Podczas warsztatów i indywidualnych konsultacji powstaną projekty, z których 21 wybierzemy do realizacji w ramach XIV edycji programu „Seniorzy w akcji”. Szczegółowe informacje na temat warsztatów prześlemy drogą emailową.

Po warsztatach uczestnicy będą mieli jeszcze dwa tygodnie na przygotowanie i złożenie wniosków o dotację, w których szczegółowo zaprezentują projekty wraz z planowanym budżetem.  Lista projektów, które otrzymają dofinansowanie, zostanie opublikowana na stronie internetowej Konkursu www.seniorzywakcji.pl.

Oto lista pomysłów zakwalifikowanych do III etapu Konkursu „Seniorzy w akcji”:

  1. Cieplice Śląskie Zdrój dawniej i dziś – cykl audycji – Jelenia Góra – Cieplice – woj. dolnośląskie
  2. Czysty Las – Gliwice – woj. śląskie
  3. Dbamy o las i kąpiemy się w nim – Zagórów – woj. wielkopolskie
  4. Debaty seniorów na ważne tematy – Warszawa – woj. mazowieckie
  5. Domki od Seniorki – Biały Bór – woj. zachodniopomorskie
  6. Fabryka pomysłów – Skierniewice – woj. łódzkie
  7. Historia zapisana w szkle – Wola Uhruska – woj. lubelskie
  8. Jedna lokalizacja – dwie dzielnice – Warszawa – woj. mazowieckie
  9. Kolory wyobraźni inspirowane krajobrazem świętokrzyskim – Suchedniów (woj. świętokrzyskie )
  10. Krośnieńskie Archiwum Społeczne – SEZON 2 – idziemy na miasto – Krosno – woj. podkarpackie
  11. Lokalsi bez granic – Żagań – woj. lubuskie
  12. Męska szopa w Senior w Osadzie – Gnojnik – woj. małopolskie
  13. Okolica nas zachwyca – Opole Lubelskie – woj. lubelskie
  14. Poznaj historię w opowieści ukrytą. Bełk widziany oczami seniorów – Bełk – woj. śląskie
  15. Przebłyski pamięci – Dubno – woj. podlaskie
  16. Razem być – Siwiałka – woj. pomorskie
  17. Rozwój Klubu Seniorek i Seniorek Nowoczesnych – Warszawa – woj. mazowieckie
  18. Sfastrygowani – Dąbrówka – woj. mazowieckie
  19. Tamte dziewczyny – wspomnienia w kolorze sepii – Knyszyn – woj. podlaskie
  20. W świecie ziół i pszczół – Boronów – woj. śląskie
  21. Wcale mi nie do śmiechu… a jednak:) – Kalisz – woj. wielkopolskie
  22. Wszystkim “Przydasie” – Widawa – woj. łódzkie
  23. Wtorkowe spotkania międzypokoleniowe – Sułkowice – woj. mazowieckie
  24. Pogotowie ogrodnicze – Pieczonogi – woj. małopolskie – warunkowo
  25. Resocjalizujący Senior – Cegłów – woj. mazowieckie – warunkowo

Teresa Kuchta – modelowa aktywistka

Teresa – edukatorka cyfrowa, mobilny doradca FRSI, wolontariuszka, liderka zmian społecznych, studentka Uniwersytetu Medycznego w Łodzi (Koordynowana Opieka Senioralna) opowiada o realizowanych działaniach społecznych na rzecz seniorów.

Realizacja: Anna Kasperska

Więcej o projekcie Teresy: https://seniorzywakcji.pl/projekty/po-sasiedzku-w-ozorkowie/

Zioła łączą pokolenia

Zielarstwo stało się świetnym sposobem na międzypokoleniową współpracę. Poznaj projekt modelowy „Niezłe Ziółka”

Realizacja: Anna Kasperska

Animatorka Zosia odeszła zimą 2020 roku. Mamy nadzieję, że gdzieś “działa dalej”, jak mówi w video. Zosiu, pięknie dziękujemy za wspólne chwile.

Więcej o projekcie: https://seniorzywakcji.pl/projekty/niezle-ziolka/

Dlaczego warto wziąć udział?

Wiesława oraz Roma, animatorki i uczestniczki kilku projektów społecznych, dzielą się refleksjami na temat udziału w konkursie „Seniorzy w akcji”.

Wiesława oraz Roma, animatorki i uczestniczki kilku projektów społecznych, dzielą się refleksjami na temat udziału w konkursie „Seniorzy w akcji”.

Więcej o projekcie “Uwolnić marzenia”: TUTAJ

Trzeba dobrze słuchać

“Halofon” to inicjatywa, która zrzesza wolontariuszy (prawników, psychologów, pedagogów) pełniących dyżury telefoniczne dla osób starszych. 

– Dzwoni się z uśmiechem, tak żeby ktoś po drugiej stronie słuchawki ten uśmiech usłyszał. Dzień dobry, jak się dziś pan lub pani czuje? A potem już idzie. Od serca – mówią wolontariuszki i wolontariusze „Halofonu”.

Zaczęło się od „Telefonu Życzliwości dla Seniorów”. Powołali go wspólnie: Fundacja Subvenio, Urząd Miasta Łodzi i grupa wolontariuszy, wśród których znajdują się prawnicy, psychologowie i osoby po 60-tce. Takie, które chcą i potrafią słuchać. Pod numer, dostępny na stronie Urzędu Miasta, dzwonią seniorzy, którzy potrzebują wsparcia psychologicznego, porady prawnej, a często – chwili uwagi i rozmowy, która podniesie ich na duchu. Takie osoby wybierają numer czasem po kilka, kilkanaście razy w miesiącu. To z myślą o nich powstał „Halofon”.

– To są ludzie bardzo samotni. Często – skonfliktowani z rodziną, albo mieszkający daleko od swoich bliskich. Zdarzają się osoby mocno schorowane. Jeden z naszych podopiecznych jest po poważnej operacji neurologicznej, nie porusza się samodzielnie – mówi Maria Kowalska-Kwiatkowska, jedna z wolontariuszek. „Halofon” do programu „Seniorzy w Akcji” został zgłoszony z inicjatywy wolontariuszy w 2018 roku. – Ten pomysł przyszedł naturalnie. Zapytaliśmy osoby, które regularnie dzwoniły do „Telefonu Życzliwości”, czy życzyłyby sobie, byśmy to my do nich dzwonili. Wiedzieliśmy, że potrzebują bardziej stałej uwagi  – dodaje Maria.

– „Halofon” powstał z potrzeby wsparcia grupy naszych stałych „telefonicznych” podopiecznych – mówi Sylwia Zawadowska, która dołączyła do projektu jako koordynatorka w lutym 2020 roku. – Nasi wolontariusze zwrócili się do tych osób, które często dzwoniły pod numer „Telefonu Życzliwości”, z pytaniem, czy chciałyby trafić pod skrzydła „Halofonu”. Takie odwrócenie sytuacji, kiedy to my dzwonimy do podopiecznego, znaczy wbrew pozorom bardzo wiele. Sprawia, że nasi podopieczni czują się dla kogoś ważni – podkreśla Sylwia. To działa w dwie strony. Wolontariuszkami i wolontariuszami „Halofonu” są osoby 60+. „Telefon Życzliwości” i „Halofon” to dla nich ważne doświadczenie. – Są potrzebni, mają ważne zadania do wykonania, czują, że ich doświadczenie może komuś pomóc – dodaje Sylwia.

Wolontariusze dyżurują w „Centrum Zdrowego i Aktywnego Seniora w Łodz”i. Mają tu swój pokój, na biurku – telefon stacjonarny (to wciąż działający i bardzo potrzebny „Telefon Życzliwości”) oraz dwa telefony komórkowe, z których dzwonią do „halofonowych” podopiecznych. Seniorzy dyżurują w parach, czasem w trójkach. Towarzystwo drugiej osoby jest ważne – nie tylko umila czas, ale przydaje się, gdy osoba po drugiej stronie słuchawki ma problem. A takie sytuacje zdarzają się także. Stąd regularne spotkania i warsztaty wolontariuszy z psychologami.

– Dajemy z siebie wszystko, ale są rozmówcy, którzy np. potrafią mówić godzinami. Nie potrafiłam przerwać takiej osobie. Czułam, że nie potrzebuje nic ode mnie usłyszeć. Psycholog wytłumaczył nam, jak przerwać taki monolog, jak pilnować własnych granic. Bo te rozmowy bywają dla nas niekiedy wyczerpujące lub trudne psychicznie – tłumaczy Maria Kowalska-Kwiatkowska. Grażyna Jagodzka dodaje: – Musimy być asertywni, bo wśród naszych rozmówców, szczególnie w „Telefonie Życzliwości”, zdarzają się osoby, które nie chcą z nami rozmawiać. Chcą tylko do nas mówić, a to różnica. Dla nas ważny jest i ten dialog, i ten monolog. My także staramy się coś do tych rozmów wnosić – podkreśla.

W „Halofonie” działa stała grupa około 11 wolontariuszek i wolontariuszy. Niektórzy, tak jak pani Jolanta, zostali wciągnięci do działania przez znajomych. Ale są też takie historie, jak ta Tadeusza Rokickiego. – Sam dzwoniłem do „Telefonu Życzliwości”. Potrzebowałem wsparcia i rozmowy. Jedna z wolontariuszek zaproponowała mi, żebym odwiedził Centrum Seniora – i zacząłem brać udział w zajęciach. Pewnego dnia usłyszałem: „Może byś chciał zostać wolontariuszem „Halofonu”? Koleżanki pana Rokickiego dodają ze śmiechem: – Wszystkie chcemy z nim dyżurować. Zawsze jest wesoło!

Pytam, czy lepiej rozmawia mu się z mężczyznami, czy z kobietami.
– Powiem inaczej, panie bardzo lubią ze mną rozmawiać. Staram się je rozweselić, podbudować psychicznie, mnie też pomogła kiedyś taka rozmowa – mówi.

Podopieczni „Halofonu” pochodzą w większości z Łodzi, ale – tak jak w przypadku osób dzwoniących do „Telefonu Życzliwości”, coraz częściej zdarzają się osoby z innych miejscowości. Nie bez znaczenia jest tu również pandemia koronawirusa. Uwięzieni w domach przez obostrzenia i lęk przed zakażeniem, seniorzy szczególnie mocno odczuli skutki izolacji. Podczas wiosennej fali zachorowań wolontariusze działalność „Halofonu” przenieśli do swoich domów, ponieważ biuro zostało zamknięte. Okazało się, że w tym trudnym czasie możliwość porozmawiania z kimś jest jeszcze cenniejsza, jeszcze bardziej potrzebna.

– Zdarzało mi się bardzo przeżywać takie rozmowy, zwłaszcza gdy wiedziałam, że osoba, z którą rozmawiam, potrzebuje realnej pomocy, np. w zakupach. Starałam się pomóc jak umiałam – mówi Grażyna Jagodzka. A co z sytuacjami, gdy wolontariusze pomóc nie potrafią? – Wtedy mówimy to wprost. Albo prosimy o trochę czasu i konsultujemy się ze specjalistami – mówią.

Dla Jolanty Dratwickiej „Halofon” nie jest pierwszym doświadczeniem wolontariatu. Pomagała już wcześniej, w hospicjum dziecięcym. – To doświadczenie, które zostaje w człowieku. W hospicjum nie można działać bez przerwy, trzeba na jakiś czas od tego odpocząć, albo odejść. Po tym doświadczeniu czułam wciąż potrzebę działania. Na warsztatach teatralnych dla seniorów ktoś powiedział mi o „Halofonie”. Postanowiłam spróbować – nie wiedziałam, czy się sprawdzę – opowiada. I dodaje: – Moi rodzice nie dożyli wieku senioralnego. Nie miałam wprawy w rozmowach i wspieraniu starszych osób. Ale lubię i potrafię rozmawiać. I słuchać – podkreśla.

A słuchać nie można byle jak. Nie można milczeć jak kamień, bo osoba po drugiej stronie słuchawki zapyta w końcu: „Słucha mnie pani?”. Musi być zainteresowanie, od czasu do czasu pytanie, przytaknięcie, ale słyszalne: „Rozumiem”. To pomaga się otworzyć. Pani Jolanta dodaje:
– Niedawno rozmawiałam z jedną z podopiecznych, która w pewnym momencie zaczęła dzielić się ze mną bardzo intymną historią. Poczułam, że czuje się ze mną bezpiecznie. Są rzeczy, których nie opowie się bliskim. Po tej rozmowie pani powiedziała, że jeszcze nigdy, nikomu tego nie opowiedziała. Nie wiem, jak wygląda, nigdy się nie spotkałyśmy, ale dzielimy teraz to ważne doświadczenie.

Czasem wolontariusze i podopieczni tworzą stałe „pary”, czasem jeden podopieczny rozmawia z różnymi wolontariuszami. – Między rozmówcami musi być chemia, jak w życiu – mówi Grażyna Jagodzka, a Sylwia Zawadowska dodaje: – Wiem o jednej sytuacji, gdy nasza wolontariuszka i podopieczny spotkali się w realnym życiu. Pan został zaproszony na Dni Seniora, pojawił się z bukietem kwiatów, był bardzo szczęśliwy, że wyszedł do ludzi. Nie było mu łatwo przełamać się, ale z tego, co wiem, to doświadczenie dużo dla niego znaczyło.

„Halofon” był realizowany w ramach dwóch edycji programu „Seniorzy w Akcji”. Obecnie wspierany jest, podobnie jak „Telefon Życzliwości”, przez Urząd Miasta Łodzi. O „Halofonie” głośno było w lokalnych mediach, pojawiają się sygnały, że w innych miastach planowane są podobne inicjatywy. Gdy rozmawiamy z wolontariuszami „Halofonu”, trwa jesienne nasilenie pandemii. Biuro znów zostało zamknięte, ale telefony komórkowe, tak jak poprzednio, od razu zostały rozdysponowane między wolontariuszy. Nierzadko zdarza się, że ktoś z nas dzwoni do podopiecznych z prywatnych telefonów, jeśli akurat halofonowe dyżurują u innych. Czujemy się z tymi ludźmi związani. Nie trzeba kogoś widzieć, by nawiązać z nim więź. Trzeba tylko umieć dobrze słuchać – mówią.

Tekst: Dorota Borodaj

Więcej o projekcie “Halofon”: https://seniorzywakcji.pl/projekty/halofon/

Dlaczego warto wziać udział?

Jolanta oraz Adrian, twórcy Klubu Seniorek i Seniorów Nowoczesnych przy Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, opowiadają o swoim udziale w konkursie “Seniorzy w akcji”.

Klub Seniorek i Seniorów Nowoczesnych to wspólnota seniorów zainteresowanych sztuką współczesną. Członkowie mają szansę lepiej rozumieć nowoczesną sztukę, poszerzyć wiedzę oraz rozwijać kreatywność podczas wykładów na temat historii sztuki współczesnej i powiązanych z nimi warsztatami plastycznymi. 

Organizujemy życie od spodu

Teraz tak naprawdę nie wiadomo, ile z życia, w którym moglibyśmy świadomie uczestniczyć, zabrała nam pandemia. Jesteśmy ludźmi starszymi, to już nie jest wiek rozwojowy – Zosia zwierza się Tomkowi w rozmowie telefonicznej. Po zakończeniu rozmowy Tomek pomyślał: nie zgadzam się, aby ci ludzie przestali mieć wpływ na swoją rzeczywistość. Zosia później powie, że zupełnie tej rozmowy nie pamięta, a Tomek wyjaśni, że w ich parze to on jest od tego, aby zapamiętywać złote myśli.

Zosia i Tomek od września 2019 roku prowadzili na skierniewickim osiedlu Rawka projekt „Fabryka pomysłów”. Ona współzałożycielka Klubu Seniora Rawka i wieloletnia pracowniczka Skierniewickich Zakładów Budowy Urządzeń Odpylających i Wentylacyjnych „Rawent” mieszczących się na Rawce. On nauczyciel w liceum i instruktor teatralny. Wyczulony na ludzi.Przede wszystkim chcieliśmy wyciągnąć seniorów z domu, po to, aby na swoim osiedlu mogli mieć własne święto – tłumaczy Zosia, a Tomek dodaje: punktem wspólnym wszystkich działań były wspomnienia z czasów PRL. Na ich podstawie chcieliśmy zrobić przedstawienie. W planach była też wystawa fotograficzna dotycząca  zakładu produkcyjnego „Rawent” i rozmarza się: koce w kratę, woda z saturatora. Punktem kulminacyjnym miał być piknik dla całych Skierniewic.

Jednak, gdy w lutym przyszła pandemia, a seniorów zamknięto w domach, wszelki ruch społeczny uległ zamrożeniu. W naszych uczestnikach zupełnie padł zapał – wspomina Tomek. Od marca do czerwca nie mieliśmy spotkań. My z Zosią dalibyśmy radę online, ale zadaliśmy sobie pytanie: po co? Chcieliśmy, aby nasi seniorzy poczuli, że nadal mają wpływ na rzeczywistość. Świetnie zadziałało szydełkowanie w domach i konsultacje przez telefon – dodaje Zosia. Seniorki do siebie dzwoniły, wysyłały zdjęcia z pytaniami. Ich rękodzieło nawiązywało do czasów PRL, to były obrusy, serwety, jaśki, makatki i broszki. Seniorzy i seniorki dobrze znają tę metodę upiększania rzeczywistości. Większość z nich mieszka lub mieszkała w mieszkaniach robotniczych. W tych przestrzeniach potrzeba upiększania rodziła się naturalnie – puentuje Zosia.

Fot. Natalia Zwolińska

Nie wszyscy uczestnicy wciągnęli się w szydełkowanie. Niektórzy woleli zaangażować się w szukanie zdjęć  na wystawę o zakładzie. To zawsze był pretekst do spotkań, chociaż w czasie pandemii dużo trudniej było je inicjować. Dlatego wspólnie z Zosią staliśmy się prowokatorami spaceru po fabryce, który w ogóle nie był wpisany w projekt – zaznacza Tomek.

Fot. Klub Seniora ‘Rawka’

Proustowska magdalenka

Dziś na teren dawnego  zakładu „Rawent” może wejść każdy. I nie powita go tu żaden szyld czy tablica informacyjna. Zakład, który był jednym z trzech największych miejsc pracy w Skierniewicach, ogłosił upadłość w 2002 roku. W jednej z hal zorganizowano wysypisko śmieci, w innej produkcja działa w bardzo ograniczonym zakresie, prowadzona przez prywatną firmę. Niektóre z przestrzeni są wynajmowane, inne stoją puste. Biurowiec, w którym mieściła się stołówka zamieniono na hotel robotniczy, a na dole otwarto “Biedronkę”.

Natura ten teren wzięła w posiadanie. Wszystko spada i gnije – zauważa Alina, gdy mijamy kolejne jabłonki pełne dojrzałych jabłek. Proponuje plecaczek otworzyć i zebrać te jabłka. Są naprawdę przepyszne – dodaje przełykając pierwsze kęsy. Mnie ptaki rozpraszają –  przyznaje Tomek – One mają tu jak u siebie. A Marceli dodaje: sześć lat temu zakładałem ograniczniki udźwigu na suwnice pomiędzy dwiema głównymi halami.

@Roman Bednarek, zbiory Klubu Seniora Rawka

Z plecakiem pełnym jabłek i głosem ptaków w uszach patrzę na przestrzeń zarośniętą krzakami i nic nie widzę. Nie muszę pytać, bo Marceli tłumaczy sam. Nie ma teraz po tych suwnicach śladu –  wyjaśnia kręcąc głową – jeszcze czterdzieści lat temu w momencie największego rozkwitu zakładu pracowało tutaj, razem z uczniami przyzakładowej szkoły, ponad 2000 osób. Trafiłem do działu konstruktorskiego po studiach. Wziąłem stypendium rawentowskie i potem musiałem dwa lata przepracować. Zostałem na dłużej. Gdy zaczęło się źle dziać razem z innymi inżynierami założyliśmy własną firmę Rawekon. Nasz szyld, już wyblakły, znajdzie pani jeszcze na budynku dawnej stołówki.

Faktycznie, gdy zgodnie ze wskazaniem nawigacji zaparkowałam przy Biedronce i zdezorientowana wyszłam z auta to pierwsze co utwierdziło mnie w przekonaniu, że jestem w dobrym miejscu to właśnie był ten szyld.

@Roman Bednarek, zbiory Klubu Seniora Rawka

 A ja na tę stołówkę przychodziłam razem z dziećmi po jedzenie –  wspomina Alina kończąc jabłko. Mąż pracował w zakładzie osiemnaście lat jako spawacz. Ale na głównej hali pierwszy raz w życiu byłam w tym roku, podczas spaceru w ramach „Fabryki pomysłów”. Teraz zostały tylko dwa betonowe słupy, ale wcześniej była brama i stróżówka. Bez przepustki wejść się nie dało. Mieszkanie rawentowskie dostaliśmy w tych blokach naprzeciwko stołówki.  Mama bardzo płakała i pytała: gdzie ty dziecko jedziesz na wieś? Stąd drogą do centrum Skierniewic jest jedenaście kilometrów. W latach 60. tych była to wioska Grabina. Mieszkaliśmy wtedy na 4. piętrze i dzieci na pytanie: „Gdzie mieszkacie?” odpowiadały: „Na drabinie pod dachem”. Całe życie mieliśmy zorganizowane: przedszkole, sklep, telefony, własne autobusy, tramwaje, nawet stacja CPN. Razem wyjeżdżaliśmy na wczasy pracownicze! – dodaje Zosia. Pracowałam w „Rawencie” dwadzieścia cztery lata. Najpierw w księgowości, ale ja mam tak, że jak długo gdzieś jestem to mnie niesie. Potem w dziale zbytu, a na końcu przeszłam do działu eksportu.  Byłam świadkiem, jak zakład sprzedawał maszyny w cenie złomu. Przedsiębiorca, który otworzył maleńką firemkę pożyczał dźwig Rawentowi, który ten  sprzedał mu za symboliczną złotówkę. Nikt nie zadbał o ten majątek wypracowany przez całe nasze dorosłe życie. To było bulwersujące – zaznacza.

@Roman Bednarek, zbiory Klubu Seniora Rawka

Tomek od jedenastu lat jest nauczycielem w porawentowskiej, średniej szkole. Gdy zacząłem tutaj pracować, okolica straszyła. Budynki stały puste. Ludziom nic się nie chciało. Wykwalifikowani fachowcy szli pracować do ochrony, a kobiety przechodziły na rentę.

Gdy był grudzień 2000 roku i mróz – zaczyna kolejną opowieść Zosia –  a nasza kotłownia przestała działać, bo nie było w niej węgla, sama maczałam w tym palce, aby ją uruchomić. Ale po transformacji często czułam się bezradna. Nie wiedziałam, jak nasze życie było organizowane od spodu. Oczywiście chodziłam na kursy pod tytułem „Jak założyć własną firmę”, ale prawda jest taka, że moje najlepsze lata życia spędziłam w zakładzie, na teren którego przez wiele lat nie miałam wstępu.

@Klub Seniora Rawka

Rozmawiamy o tym wszystkim stojąc tuż obok nieistniejącej bramy, przed halą produkcyjną. Dziś sobota –  stwierdza Tomek –  więc pewnie będzie zamknięta, ale chociaż pokażemy korytarz. Jest niski i wąski. Mieści się w nim cała nasza sześcioosobowa grupa. Wtedy Zosia zaczyna wspominać zainaugurowany przez nich spacer: Uświadomiliśmy sobie, że wiele osób nie było wewnątrz hali produkcyjnej od zamknięcia zakładu. A pracowali tu często ponad dwadzieścia lat – zaznacza Zosia. Chcieliśmy, aby uczestnicy spaceru ponownie mogli zobaczyć hale od środka. Pewnego dnia po prostu zebrałam się i przyszłam tutaj, zakładając, że najwyżej mnie wygonią. Dostaliśmy zgodę na wejście.

@Roman Bednarek, zbiory Klubu Seniora Rawka

I weszliśmy – dodaje Tomek. Ludzie  chcieli zobaczyć jak po tylu latach wygląda miejsce pracy, które ich w dużej mierze ukształtowało. Chcieli opowiedzieć o tym, co jest solą ich życia. Mówiliśmy wszystkim, że na spacerze będzie kamera. Ale ludzie nie przyszli po to, aby wystąpić przed kamerą. Wielu z nich  powiedziało krótki komentarz do przekazywanych zdjęć, ale na konkretne pytania już nie odpowiadało.

Gdy Tomek opowiada, któreś z nas naciska klamkę i okazuje się, że mimo soboty hala produkcyjna nie jest zamknięta. Wsuwam stopę i głowę w przestrzeń pełną żelaza, odpryskującej farby i rdzy. Zachwycam się rozmiarami hali i jej częściowo przeszklony dachem.

Pamiętam taki moment, że wchodzimy na halę, wszystko huczy, a pani Albina ma łzy w oczach i pokazuje palcem na suwnicę, tam wchodziłam – wspomina dalej Zosia. Nie mieliśmy scenariusza – tłumaczy Tomek. Po prostu chcieliśmy, aby ten spacer był doświadczeniem, które obudzi pamięć tych ludzi. I to się udało. Dopiero jak pojawiał się punkt zaczepienia, taka proustowska magdalenka, to za nią szedł ciąg przypomnień i dygresji. Opowieść żyła. Ktoś zaczynał wspominać, nagle zza jego pleców wyrywał się ktoś inny z hasłem „to ja jeszcze dodam”. W żadnych innych okolicznościach nie dostalibyśmy tych opowieści.

@Roman Bednarek, zbiory Klubu Seniora Rawka

Ze spaceru powstał film nagrany przez panna Włodka, kamerzystę, uczestnika projektu związanego z klubem seniora. Montażem zajęli się uczniowie klas graficznych dawnej szkoły porawentowskiej. Uzyskane zdjęcia pokazano na wystawie, która została zaprezentowana w dostępnym dla wszystkich  holu głównym Kinoteatru Polonez w Skierniewicach.

Przestaliśmy się siebie wstydzić

Najwięcej ludzi szukało się na zdjęciach z osiedlowego przedszkola – opowiada Tomek. W pewnym momencie było takie zagęszczenie osób wokół tych zdjęć, że odwiedzający wystawę klęczeli na podłodze i próbowali odnaleźć siebie lub swoich bliskich.  Tu mamy integrację pod chmurką i plac zabaw – opowiada Zosia wskazując na fotografię. Ta rakieta  na placu zabaw była robiona z metalowych rur, których używano do produkcji konstrukcji w zakładzie. Zaledwie dwa lata temu została rozebrana, bo ktoś zgłosił, że jest niebezpieczna dla dzieci

A tu jest moja obecna szkoła i pierwsza klasa żeńska. To zdjęcie jako jedyne mieliśmy całe podpisane – mówi z dumą Tomek. Wiedzieliśmy, kto na nim jest z imienia i nazwiska. Natomiast te osoby są nie do odnalezienia, bo wszystkie nazwiska były panieńskie – dodaje ze śmiechem. A tu jest Anna Walentynowicz, zaprzyjaźniła się z jednym z pracowników zakładu. On był w podziemiu solidarnościowym, ukrył sztandar zakładowy, grożono mu śmiercią dzieci. „Ja wam nie powiem, gdzie to było schowane, bo to się może jeszcze przydać” – mówił oglądając nasze zdjęcia.

@Roman Bednarek, zbiory Klubu Seniora Rawka

Struktury solidarnościowe w naszej fabryce tworzyły się długo przed strajkami. W czerwcu i sierpniu pojawiły się strajki na Wybrzeżu i wtedy po miesiącu cały zakład był zwerbowany,  płacił składki i był w Solidarności. To co było szeptane, mówione po cichu zaczęło się wydobywać na wierzch. No i potem nadszedł grudzień 1981 roku. Obudziłam się rano, a tu nie ma radia, nie ma telewizji, wszystko odcięte. Podobne uczucie, jak w tym roku w marcu, gdy wybuchła pandemia  – wspomina Zosia.

@zbiory Klubu Seniora Rawka

Okazało się, że  dużo osób, które zaangażowało się w powstanie wystawy:  wiceprezydent miasta, wicedyrektorka centrum kultury, które było organizacją wspierającą projekt czy graficzka, która przygotowywała plansze na wystawę, wszyscy byli z zakładem lub z osiedlem związani poprzez swoje rodziny, które na Rawce mieszkały lub pracowały w „Rawencie”.

Osoby, które przychodziły na wernisaż przynosiły zdjęcia w kopercie. Okazało się, że wiele osób identyfikuje się z „Rawentem”, jego historia jest bardzo żywa i ciągle nieopowiedziana – tłumaczy Tomek. „Rawent” przez swoich pracowników w ogóle nie był nazywany fabryką. Mówiło się: zakład produkcyjny lub zakład przemysłowy – wyjaśnia Zosia. Dla nas słowo „fabryka” bardziej odnosi się do mechanizmu, który ciągle pracuje – dodaje Tomek. Docelowo chcielibyśmy stworzyć lokalny inkubator pomysłów. To jeszcze przed nami. Trafił nam się trudny moment pandemii, ale dzięki niemu mamy poczucie, że przestaliśmy się siebie wstydzić – mówi Zosia. Jeśli będziemy chcieli to na pewno się ze sobą spotkamy.

Autor: Joanna Mikulska

Więcej o działaniach w ramach projektu “Fabryka Pomysłów”:

Video “Barwne cudeńka” o rękodzielniczych pracach seniorów:

https://www.facebook.com/watch/?v=366843094513877

Wystawa fotografii i rękodzieła:

https://skierniewice.naszemiasto.pl/skierniewicki-rawent-historia-zakladu-w-fotografiach-jego/ar/c1-7918943

https://skierniewice.naszemiasto.pl/dwie-wystawy-w-klubie-seniora-rawka-obie-niezwykle-ciekawe/ar/c1-7915623

Spacer po zakładzie “Rawent”:

https://skierniewice.naszemiasto.pl/seniorzy-z-rawki-odwiedzili-swe-byle-miejsca-pracy-zdjecia/ar/c1-7901847

A SKĄD: opowiadania mieszkańców Kosewa

Animatorki Hanna Szymborska i Aleksandra Dybkowska-Grefkowicz poprzez rodzinne historie inspirowały do działań międzypokoleniowych: dialogu i odkrywania siebie nawzajem, zachowywania i popularyzowania historii mieszkańców. Projekt obejmował cykl warsztatów o uważnym słuchaniu i opowiadaniu międzypokoleniowo o tym, co dla nas ważne. Powstało wspólne dzieło – książka o historiach mieszkanek i mieszkańców oraz o życiu na mazurskiej wsi. Uczestniczki są autorkami opowiadań cytowanych w książce, miały wpływ na kształt publikacji.

Zostały także nagrane trzy podcasty z opowiadaniami uczestniczek:

A skąd! Opowiadania mieszkańców Kosewa odc. 1, Aleksandra (soundcloud.com)

A Skąd! Opowiadania mieszkańców Kosewa odc. 2, Aleksandra (soundcloud.com)

A Skąd! cz. 3., Aleksandra | Aleksandra Dybkowska-Grefkowicz | Słuchanie bezpłatnie w SoundCloud

Rozmawianie o śmierci cię nie zabije

Karty konwersacyjne „Rozmawianie o śmierci cię nie zabije”

To talia kart, które ułatwiają podjęcie tematu śmierci i odchodzenia, zarówno w rozmowach pomiędzy bliskimi, jak i w relacji pacjent – lekarz/terapeuta/psycholog. Każda karta jest opatrzona zdaniem dotyczącym jednej z pięciu kategorii: przygotowania do rozmowy; potrzeb i decyzji, co zostawić po sobie; żegnania się i porządkowania swoich spraw; jakości życia w ostatnich chwilach; refleksji nad tym, jak trudne doświadczenie daje coś pozytywnego. Kartom towarzyszy poradnik „Jak rozmawiać”. Całość powstała na otwartych licencjach. Oprócz stu zestawów wydrukowanych (dostępnych za darmo) jest też wersja kart w formacie pdf do pobrania ze strony, samodzielnego wydrukowania i pocięcia.

Karty powstawały przez kilka miesięcy i, co ważne, nie są dziełem dwóch osób, ale całego grona pacjentów i specjalistów, których udało się włączyć w proces tworzenia partycypacyjnego. Częścią projektu były więc spotkania, warsztaty, konsultacje indywidualne – mnóstwo rozmów o tym, jak rozmawiać o śmierci. Autorki projektu treść kart i poradnika konsultowały z ekspertami: psychoonkologami, psychologami z hospicjów, towarzyszką w żałobie, seniorami i seniorkami, pacjentami w różnym wieku, korzystały też z zagranicznych doświadczeń. Jako współorganizatorki inicjowały spotkania Death Cafe – o śmierci przy kawie. Fala zainteresowania kartami (zarówno specjalistów pracujących z osobami chorującymi i seniorami, jak i osób prywatnych, które chcą poruszyć ten temat z bliskimi, ale nie wiedzą, od czego zacząć) potwierdziła, że narzędzie trafia w rzeczywistą potrzebę i w odpowiedni moment.

Po co

Celem projektu jest zwrócenie uwagi odbiorców na temat śmierci: pokazanie, jak ważne jest podjęcie tego tematu dla zdrowia psychicznego jednostek, a także zwrócenie uwagi na ten temat opinii publicznej. Celem długofalowym jest nauczenie się i wdrażanie podejścia partycypacyjnego – traktowania odbiorców jako współtwórców rozwiązań.

Dla kogo

Odbiorcami kart „Rozmowa o śmierci cię nie zabije” i poradnika są dwie grupy: osoby chorujące (w każdym wieku, lecz szczególnie seniorzy) oraz specjaliści pracujący w służbie zdrowia.

Odbiorcami kart związanych z innym tematem może być dowolna grupa seniorów, a także osoby w różnym wieku.

Kto może zrealizować takie działanie

Z kart „Rozmowa o śmierci cię nie zabije” może skorzystać każda chętna osoba: dostęp jest bardzo prosty: wystarczy pobrać pdf ze strony lub zamówić talię, przeczytać poradnik (choć nie jest to warunek konieczny, by rozmawiać) – i już. Kart można używać zarówno podczas rozmów 1:1, jak i w czasie warsztatów.

Inicjatywę tworzenia kart związanych z innym tematem może zrealizować para lub grupa osób we współpracy z instytucją lub organizacją.

Jak

Jeśli chcecie skorzystać z kart „Rozmowa o śmierci cię nie zabije”, pobierzcie pdf do druku ze strony ludzieimedycyna.pl, przeczytajcie poradnik „Jak rozmawiać”, znajdźcie partnerów do rozmów, zaproście ich i po prostu rozmawiajcie. W poradniku opisane są przykładowe użycia, np. „Karty jako pomoc dydaktyczna do zajęć ze studentami medycyny”, „Karty na spotkania towarzyskie” i inne.

Jeśli chcecie stworzyć karty konwersacyjne na jakiś inny ważny temat (np. relacje babć i dziadków z wnukami, praca seniorów, życie seksualne seniorów), zrealizujcie kolejne kroki.

Krok 1. Przygotowanie do działań
Dobierzcie się w parę lub grupę osób, gotowych do zrealizowania inicjatywy. Ważne, byście się dopełniali i potrafili wzajemnie motywować. Jeśli jeszcze nie wiecie, jaki ma być temat kart, porozmawiajcie i wspólnie zdecydujcie o ich celu.

Zastanówcie się, jakie macie zasoby, a jakich potrzebujecie. Pamiętajcie, że istotą tego przedsięwzięcia jest tworzenie na zasadzie partycypacji, czyli rzetelne wsłuchanie się w potrzeby (zarówno dotyczące treści, jak i formy kart) przyszłych użytkowników i branie ich pod uwagę na każdym etapie projektowania. To wymaga współpracy z trenerem, badaczem i psychologiem, a także z grafikiem i redaktorem. Znajdźcie sprzymierzeńców – ludzi, którzy uznają, że wasz pomysł jest wartościowy i będą chcieli go wspierać.

Określcie ramy czasowe: pół roku to minimum, ale dziesięć miesięcy na pewno wystarczy.

Nawiążcie współpracę z instytucją/organizacją, która zajmuje się działaniami na rzecz osób starszych. Pomoże wam sfinansować lub znaleźć sposób na sfinansowanie projektu, w tym na wynagrodzenia dla współpracowników. Będziecie też potrzebować lokalu, gdzie będzie można poprowadzić spotkania warsztatowe.

Zaproście do współpracy badacza i trenera mających doświadczenie w projektowaniu partycypacyjnym. Razem zaplanujcie kalendarz spotkań z przyszłymi odbiorcami, którzy będą uczestniczyć w wymyślaniu i tworzeniu kart.

Krok 2. Wspólne projektowanie
Zastanówcie się, jak trafić do osób potencjalnie zainteresowanych tematem, którego dotyczą przyszłe karty. Informację z zaproszeniem do udziału w projekcie opublikujcie na FB i stronie internetowej, skontaktujcie się z lokalnymi mediami. Świetnie sprawdza się poczta pantoflowa, więc opowiadajcie o pomyśle rodzinie, znajomym i sąsiadom. Wychodźcie z inicjatywą, odpowiadajcie na wszystkie maile – ludzie to największy kapitał w takim projekcie.

Kolejno organizujcie spotkania warsztatowe zgodnie z porządkiem procesu projektowania partycypacyjnego:

  • etap wydobywczy– kiedy próbujecie zrozumieć potrzeby swojej grupy odbiorców,
  • etap testowania – kiedy przedstawiacie swojej grupie prototyp kart, prosicie o użycie ich i przekazanie informacji zwrotnych – tu bardzo ważne jest, by określić, w jaki sposób zbieracie te informacje, które z nich wykorzystacie do poprawek i dlaczego właśnie te,
  • etap poprawiania – na podstawie zebranych wniosków zmieniacie swój prototyp.

Etapy testowania i poprawiania powtarzajcie kilka razy.

Jeśli na spotkanie przyjdzie tylko jedna osoba – nie załamujcie się: to może być ta jedna osoba, która wniesie najwięcej mądrego do waszego projektu.

We współpracy z psychologiem przygotujcie krótki poradnik, jak korzystać z kart i rozmawiać na wybrany przez was temat.

Uczcie się na błędach, róbcie podsumowania, spisujcie, co wyszło, co nie wyszło i szukajcie odpowiedzi dlaczego.

Krok 3. Publikacja

Gotowe karty razem z poradnikiem w formie pdf-ów opublikujcie na swojej stronie internetowej (na zasadzie otwartej licencji) – każda chętna osoba będzie mogła ściągnąć materiały, wydrukować je i zacząć rozmawiać. Jeśli pozwalają wam na to fundusze, możecie zlecić druk kompletów i rozdawać osobom, które je zamówią.

Zastanówcie się, jaki może być dalszy ciąg projektu.

Jak zarządzać działaniem

Najważniejsze role w projekcie:

  • koordynator główny i koordynator wspierający (dwugłos w ważnych sprawach),
  • grafik,
  • trener (osoba prowadząca warsztaty, spotkania),
  • badacz,
  • osoba od promocji.

Koszty realizacji

Najważniejsze koszty, które trzeba wziąć pod uwagę:

  • koordynacja,
  • trener (5 warsztatów),
  • konsultacje psychologiczne,
  • promocja i stworzenie strony internetowej,
  • obsługa księgowa,
  • projekt grafiki kart i poradnika,
  • redakcja tekstów,
  • druk 100 egzemplarzy kart i poradnika + pudełka na karty.

Minimalne standardy

Niezbędne są:

  • determinacja koordynatorów, by zrealizować projekt w sposób partycypacyjny,
  • współpraca z organizacją/instytucją,
  • budżet pozwalający na zaangażowanie specjalistów.

Kontakt

ludzieimedycyna.plwww.facebook.com/ludzieimedycyna

Rozmowa z animatorkami na temat projektu:

Projekt od kuchni: Jak tworzyliśmy karty do rozmowy o śmierci – ludzieimedycyna.pl

Emocja zostaje

Z Krystyną i Ewą Jańczak, autorkami projektu Mobilne ogrody – Pokolenia „Koło ziół” rozmawia Joanna Mikulska.

Fot. Alicja Szulc

Co to jest drzewo sensoryczne?

Ewa: Drzewo sensoryczne to był pomysł na śliwę, która rośnie przy wejściu do naszego ogrodu społecznego. To tam, na zakończenie projektu  „Mobilne ogrody” zorganizowałyśmy  spotkanie podsumowujące.   Wiedziałyśmy, że wśród uczestników są osoby niewidome, poruszające się na wózkach, które nie będą mogły doświadczyć ogrodu jeżeli im go nie przybliżymy. Nasz projekt mocno osadziłyśmy w metodach hortiterapeutycznych, czyli terapii ogrodem. Śliwę ozdobiłyśmy woreczkami sensorycznymi, które wypełniłyśmy suszonymi roślinami z ziołowego ogrodu społecznego. Uczestnicy spotkania mogli je dotknąć, poczuć jak pachną, a także posłuchać dźwięków, które wydają.

Fot. A. Ożarowska

Powiedzcie na czym polegał wasz pierwszy projekt?

Krystyna: Założyłyśmy społeczny ogród ziołowy na wsi, trzydzieści pięć kilometrów od Poznania. W miejscowości, gdzie od trzydziestu lat mamy działkę, ale spędzałyśmy na niej czas głównie w weekendy. Gdy przeprowadziliśmy się tam na stałe zaczęło nam doskwierać, że mieszkańcy są podzieleni na napływowych  i rdzennych. My byłyśmy trochę pośrodku. Miałyśmy nadzieję na wspólne spotkanie w ogrodzie społecznym. Okazało się, że nie było możliwości skorzystania z  terenu gminnego. W związku z tym, aby założyć taki ogród wydzieliłyśmy kawałek swojego prywatnego terenu.

E: Przez dziesięć miesięcy działaliśmy z ponad czterdziestoosobową, międzypokoleniową  grupą. Uczestniczyliśmy w spacerach zielarskich i różnorodnych warsztatach taki jak budowa domów dla owadów, czy robienie naturalnych, ziołowych kosmetyków. W efekcie powstał ziołowy ogród społeczny i  okazało się, że wokół nas są świetni ludzie, których byśmy nigdy nie poznały, gdyby nie ogród.

Fot. Mobilne Ogrody

Rozumiem, że to właśnie oni stali się też współtwórcami „Mobilnych ogrodów” w domach opieki?

K: Uczestniczki naszego pierwszego projektu bardzo chciały jeszcze wspólnie zrobić coś dla innych. Zostały z nami seniorki, które czuły się gotowe na pracę z osobami starszymi mieszkającymi w domach opieki oraz znalazły w sobie zasoby i ochotę na to, aby rozwijać swoje kompetencje liderskie. Współpracowałyśmy z trzema instytucjami opiekuńczymi, a w każdej z nich z grupą składającą się z około dziesięciu podopiecznych. Każdą z nich opiekowała się para naszych wolontariuszek i my, koordynatorki projektu.

E: Ważnym elementem była też dostępność. Wolontariuszkami w projekcie zostały osoby, które mogły dostosować swoją prace i codzienne obowiązki  do dynamiki i rytmu życia osób starszych mieszkających w domach opieki, dla których najdogodniejsze do spotkań były godziny przedpołudniowe. 

Czy miałyście w zespole mężczyzn?

E: Jakoś tak jest, że na tym pierwszym etapie to jednak panie mają większą otwartość, żeby gdzieś wyjść i się spotkać. Panowie, głównie mężowie, pomagali nam, gdy było więcej pracy fizycznej.

Dlaczego postanowiłyście założyć ogrody akurat w domach opieki? Można było przecież pójść do przedszkoli do klubów seniora?

E: Te instytucje, które wymieniłaś same sobie poradzą. Działają w nich aktywni ludzie, którzy mogą do nas dotrzeć. W naszym ogrodzie społecznym organizowałyśmy zajęcia dla dzieci, przychodzili też do nas seniorzy z klubów seniora, my do nich. Dzieliłyśmy się doświadczeniem, podpowiadałyśmy jak ubiegać się o dofinansowanie na działania społeczne. Ci ludzie mieli tę moc. A podopieczni domów opieki są często  osobami niemobilnymi, które nie mogą tak jak my cieszyć się naturą, dlatego postanowiłyśmy, że to ogrody przyjdą do nich! Wymyśliliśmy, aby zbudować skrzynie na  zioła i jadalne kwiaty, a potem postawić je w pomieszczeniu, do którego seniorzy mogą nie tylko przyjść, ale i przyjechać na swoim wózku, bez względu na pogodę. Jeżeli nie wykonalibyśmy tego kroku, to oni do naszego ogrodu by nigdy nie przyszli.

K: Myślę też, że domy opieki są miejscami, które postrzegamy raczej jako instytucje zamknięte na działania z zewnątrz.  A często są przecież blisko naszej codziennej drogi do pracy lub sklepu.  Może to, aby wejść do nich na chwilę i zmienić komuś dzień wydaje się nieosiągalne, ale nasze działanie pokazało, że jest to możliwe. Oczywiście było dużo łatwiejsze przed pandemią. 

Czy przed projektem miałyście kontakt z domami opieki?

K:  Nie miałyśmy żadnych doświadczeń, więc na początek chciałyśmy porozmawiać z kimś kto je ma. Zaprosiłyśmy do nas Martę Wilk, animatorkę z Warszawy, która realizowała wcześniej  projekt o kulturze Andaluzji w domach pomocy społecznej.

E: Marta podzieliła się z naszą grupą  różnorodnymi doświadczeniami. To było dla nas ważne, bo wiedziałyśmy, że życie w DPS toczy się trochę niezależnie od nas, że uczestnikami będą osoby z różnymi schorzeniami i chciałyśmy się przygotować. Natomiast my byłyśmy już ze sobą zżyte i mogłyśmy być dla siebie  wsparciem w nowym doświadczeniu. Wiedziałyśmy, że ważne jest rozmawianie otwarcie o tym co widzimy. Przecież my wszyscy, którzy wchodzimy w prace wolontariacką, mamy serducho na ręku i układ nerwowy niemalże na wierzchu, pod skórą.

W jaki sposób próbowałyście to serducho ochronić?

K: Bardzo pomógł nam wykład, który Ewa zorganizowała, na temat osób z chorobami otępiennymi prowadzony przez osobę pracującą na rzecz takich osób. Wykład był dla mnie podpowiedzą jak nawiązywać relacje z osobą mającą zaburzenia pamięci. Ważne, aby wejść w narrację, którą ta osoba prowadzi i stać się uczestnikiem momentu, w którym jest tu i teraz. A nie dyskutować i tłumaczyć, że tak nie jest. W domu opieki społecznej poznałam przesympatyczną panią, ona się w jednym momencie przenosiła w inny czas, a ja się stawałam jej córką. Wchodziłam w tę  sytuację, stawałam się uczestnikiem jej wspomnienia, nie starałam się tego na siłę przerywać, nie starałam się jej stamtąd wyciągać.

E: Pani Maria była wtedy bardzo szczęśliwa. Miała takie poczucie, że jest ktoś kto ją słucha i trzyma za rękę. Wyciąganie z własnej narracji wprowadza strach. A nam chodziło o to, aby w naszej współpracy nie było przymusu, aby uczestnicy wchodzili w nią po swojemu.

To jest chyba rodzaj odruchu: widzimy, że ktoś wymaga opieki to chcemy pomóc. Umiałyście się zdystansować?

E: Każda osoba, która będzie realizować projekt musi odpowiedzieć sobie na pytanie jaki jest jej cel. Na przykład nasz był taki, że wspólnie z podopiecznymi domów opieki tworzymy ogrody dostępne też dla osób niepełnosprawnych. Że budujemy wspólnie skrzynie i idziemy z zielenią do seniorów, którzy nie mogą jej doświadczyć. Chcemy się nawzajem poznać, zbudować relację. Gdy przychodziliśmy trzeci raz, czwarty to niektórzy nas pamiętali, inni nie. Ludzie też się zmieniali, czasem w ciągu miesiąca.  Zrozumiałyśmy, że my możemy co najwyżej zmienić jedną chwilę z życia tych ludzi, którą oni być może zaraz zapomną. Natomiast ta emocja w nich zostanie.

K: Ten odruch udzielania pomocy jest obecny, ale w tego rodzaju współpracy, chodzi też o to, aby zadbać o siebie i pomyśleć o swoich emocjach.  Poświęciłyśmy temu aspektowi sporo czasu na warsztatach kompetencyjnych, które na początku działań zorganizowałyśmy dla wolontariuszek z projektu. A w kontekście zadbania o siebie chyba warto też wspomnieć o tym, że my zrezygnowałyśmy z jednego miejsca, z którym miałyśmy współpracować.

Co było powodem?

K: Chciałyśmy, aby były to miejsca niezbyt oddalone od naszego miejsca zamieszkania, żebyśmy mogły sprawnie do nich dotrzeć. Pierwszy dom, który wytypowałyśmy to był duży dom opieki społecznej w Poznaniu. Pojechałam tam na rozmowę i okazało się, że dyrektor cały czas wyszukiwał argumentów na nie, czego nie da się zrobić i z czym będą problemy.

E: Doszłyśmy do wniosku, że jeśli ktoś nie docenia faktu, że my jako wolontariuszki przychodzimy i chcemy dać swój czas i pracę, to nie ma sensu walczyć. Bo naszym celem nie jest zmiana systemu.

Fot. Mobilne Ogrody

Miejsca sprawujące opiekę nad starszymi osobami całodobowo to domy opieki działające komercyjne, albo domy pomocy społecznej, które zazwyczaj są instytucjami samorządowymi. A jakich domów wy szukałyście?

K: Przede wszystkim takich, których dyrektorzy i pracownicy są otwarci na nasze działania, bo oni pośrednio też byli ich uczestnikami. Pomagają w organizacji i typują, którzy z podopiecznych wezmą udział w spotkaniach, bo my przecież ich nie znamy. Wybrałyśmy dwa domy pomocy społecznej i jeden dom opieki.

E: Gdy przeprowadza się rozmowę z dyrekcją  warto położyć nacisk na to, że my nie przychodzimy do nich, aby coś zaobserwować, narzucać czy proponować jakieś zmiany. Nie jesteśmy dla nich zagrożeniem. Ważne jest, aby na starcie nie oceniać też sytuacji podopiecznych, bo przyczyn z powodu, których znaleźli się w domu pomocy może być wiele. My nastawiłyśmy się, że nie jesteśmy obarczone ich codziennością. Opracowałyśmy scenariusze spotkań i przyjęłyśmy zasadę podążania za grupą. Realizowałyśmy warsztaty w tempie i w formie dla nich dogodnej i dostępnej. Zaproponowana przez nas formuła były pretekstem do wspomnień, wspólnej pracy, kontaktu z roślinami i ziemią.

Fot. Mobilne Ogrody

Tej ziemi było naprawdę tyle, że można było pokopać i zanurzyć ręce?

K: Można! W każdym z domów były trzy duże, drewniane skrzynie zrobione przez stolarza. Projektowałyśmy je zespołowo. Chciałyśmy, aby te skrzynie były umieszczone na wysokości, umożliwiającej  osobie na wózku  swobodny podjazd i pracę w wygodnej pozycji. Najważniejsze w tej konstrukcji jest to, aby nogi skrzyni wytrzymały ciężar ziemi i roślin, a także osoby, która może się o tę skrzynię oprzeć.

E: Naszym punktem odniesienia był stół, jako mebel, przy którym gromadzimy się, świętujemy, spotykamy z rodziną i bliskimi osobami. Stół jako miejsce spotkań i bliskich relacji. My chciałyśmy zrobić to samo, tylko że dodatkowo jeszcze przy roślinach. 

Wiele jest teraz badań naukowych dowodzących, że praca w ogrodzie uzdrawia i uspokaja.

K: Chcieliśmy, aby zgodnie z formułą hortiterapii to był jak najbardziej wszechstronny kontakt:  zarówno z ziemią, jak i z innymi ludźmi. Bardzo ważne było dla nas, aby podopieczni domów opieki poczuli swoje sprawstwo. Bardzo chciałyśmy, aby mogli własnymi dłońmi kreować zieloną przestrzeń w skrzyniach i obcować z nią w dogodny dla siebie sposób. Najpierw drewniane ogrodowe skrzynie zostały zabezpieczone przed wodą warstwą bezbarwnego lakieru i wyłożone grubą folią, jeszcze u nas w ogrodzie. Resztę działań robiliśmy już wspólnie z uczestnikami w domach.

E: W niektórych zaczęło się wszystko od pomalowania skrzyń farbą na kolor, których im bardziej pasował.  To był rodzaj  oswojenia przez nich tych przedmiotów. Potem pozostałe czynności: keramzyt na dnie, po to, aby rośliny nie gniły, potem szła ziemia i sadzonki roślin dostarczone przez nas, a wybrane przez uczestników.

Fot. Mobilne Ogrody

Sami wybierali co chcą zasadzić?

K: Tak. Robiliśmy karty roślin, bo często jest tak, że ludzie nie kojarzą roślin po nazwie tylko po wyglądzie. Staraliśmy się też im podpowiedzieć różne gatunki, na zasadzie skojarzeń i wspomnień.

E: Okazało się, że karty świetnie działają i mogą zostać na dłużej w skrzyniach. Proponowaliśmy różnorodne rośliny. Dzieliliśmy je tematycznie: zioła lecznicze, zioła przyprawowe, kwiaty jadalne, warzywa. Ale też sadziłyśmy takie, których system korzeniowy nie potrzebuje dużego rozrostu w głąb, na przykład pomidory koktajlowe.

A skąd czerpałyście wiedzę jak zrobić te skrzynie: że folia, że keramzyt?

E: Myślę, że warto to skonsultować z osobą, która ma doświadczenie w uprawie roślin. Zna się na  permakulturze albo po prostu wiele lat uprawia rośliny na balkonach. Można też eksperymentować. Kluczowe jest to, żeby zabezpieczyć rośliny przed gniciem stąd pomysł na keramzyt, który pochłania nadmiar wody. Poza tym proponowałyśmy, by podopieczni organizowali się w drużyny odpowiedzialne za podlewanie. Zakupiłyśmy tablice, gdzie odnotowywano: kiedy było podlane i jaką ilością.

K: Pracowałyśmy cały czas zespołowo. Ja jestem z wykształcenia rolnikiem i zielarzem, więc służyłam swoją wiedzą. Ale mamy w zespole dużo kobiet z pierwszego projektu, z którymi wspólnie uprawiłyśmy ogród, więc, korzystałyśmy z ich doświadczenia. Podobnie przy prowadzeniu warsztatów.

Prowadzone były przez wolontariuszki?

E: Wiele z nich było nauczycielkami, więc zawodowo były przyzwyczajone do pracy z grupą. Szczególnie te, które pracowały z dziećmi, miały umiejętność słuchania i podążania za  uczestnikami. Bardzo przydatną w pracy z seniorami.

K: Każdy dom był pod opieką dwóch wolontariuszek, które prowadziły warsztaty: z pielęgnowania roślin, sadzenia, a potem już z wykorzystania zebranych ziół: rękodzielnicze z wykorzystaniem motywów roślinnych, z picia herbat z ziół zebranych w skrzyniach oraz kulinarne też na bazie tego co wyhodowaliśmy.

To chyba najprzyjemniejszy moment podczas uprawy ziół, gdy możemy ich użyć do przygotowania własnego śniadania.

E: A jeszcze lepiej, gdy możemy użyć tych ziół jako pretekst do spotkania. Chciałyśmy, aby seniorzy zrywali zioła i wspólnie pili zaparzoną z nich herbatę. Warsztaty kulinarne miały charakter biesiadowania, aby nacieszyć się tym, że tyle nam urosło i możemy teraz zrywać i korzystać podczas swoich posiłków z zasadzonych roślin. Ususzone kompozycje lub rękodzieło z motywem roślinnym każdy mógł zabrać do swojego pokoju, czy dać komuś w prezencie.

K: Nie uczestniczyłyśmy w codziennym pielęgnowaniu ogrodów. Natomiast na warsztatach zawsze byli obecni pracownicy domów. Po pierwsze dlatego, żeby na spotkaniach z nami był ktoś kogo oni znają. Gdyby coś się działo, taka osoba jest gwarantem bezpieczeństwa, zna podopiecznych, zna historię choroby. Ale też chciałyśmy, aby ktoś z personelu domu był trochę taką pamięcią projektu, aby pomagał seniorom w ich codzienności korzystać z ogrodu.

Co jeszcze można zrobić, aby te ogrody ruszyły kolejnej wiosny już bez waszego udziału?

K: Posadzić rośliny wieloletnie, one wyrosną same.

E: Na początku pracy nad projektem chciałyśmy zaproponować seniorom z różnych domów, aby przesyłali sobie przepisy na wykorzystanie roślin oraz wymieniali się skrzyniami, które w tym celu powinny być na kołach. To miał być taki naturalny, dalszy ciąg działań. Okazało się, że skrzynie pełne ziemi są za ciężkie, aby je przesuwać. Mogą zostawiać ślady na podłodze oraz trzeba byłoby zainstalować system zabezpieczający przed przypadkowym poruszaniem. Chodziło też o to, że nie wszystkie domy miałyby możliwość przewiezienia skrzyń. Zrezygnowałyśmy z tej mobilności na poczet zwyklejszych nóg i bezpieczeństwa.

Projekt miał swój finał w wakacje 2019 roku, a co się zadziało z tymi ogrodami w kolejnym roku?

E: Wiemy, że skrzynie są dalej wykorzystywane. Jeden dom, który ma animatorkę senioralną Monikę, kontynuował nasze działania. Monika sama ruszyła z warsztatami wokół rośli. Na zakończenie projektu zrobiliśmy świętowanie w naszym ogrodzie, o którym mówiłyśmy na początku opisując drzewo sensoryczne. Dla wszystkich to spotkanie było wielkim przeżyciem. Wierzyłyśmy, że uda nam się je powtórzyć, ale epidemia pokrzyżowała nam plany.

K: W naszym przypadku dobrze zadziałało to, że znalazłyśmy trzy domy. To są instytucje, które żyją własnym rytmem. Ludzie, którzy tam pracują mają wiele obowiązków i nieprzewidzianych sytuacji, więc warto mieć przestrzeń w projekcie na to, ze coś może się nie udać. Zawsze przecież może być tak, że ktoś nie zrozumie naszej wrażliwości, albo okaże się, że organizacyjnie nie da rady.

Czy to działanie zmieniło wasze wyobrażenia o domach opieki?

K: Zmieniłam zdanie na temat państwowych domów opieki społecznej, które często mają mało pochlebną opinię. Oczywiście wszystko zależy od prowadzącego, ale miałyśmy takie wrażenie, że tam są bardziej rodzinne relacje pomiędzy pensjonariuszami. Dodatkowo były tam zatrudnione osoby tylko od animacji czasu seniorów.

E: Ja przewartościowałam swoje myślenie o ludziach, którzy znajdują się w domach opieki i tych którzy tam pracują. 

Na czym polega to przewartościowanie?

E: Na tym, że domy opieki społecznej też mogą być otwartymi instytucjami. Jeden z nich miał otwartą pracownię, do której mogły przychodzić osoby z zewnątrz i prowadzić zajęcia. Zobaczyłam, że pracują tam ludzie, którzy w trudnej codzienności DPS-u, potrafią się otworzyć na pomysł i wyciągnąć ze wspólnego działania dobro dla siebie. Możliwość poznania podopiecznych w domach opieki pozwoliła mi też nabrać szerszej perspektywy na problemy z jakimi przyszli do domu mieszkańcy. Każdy człowiek to inna historia. Chciałybyśmy jeszcze wrócić z innym projektem do domów.

A co wzięłyście dla siebie z tego projektu?

E: Myślę, że nauczyłyśmy się tego, że nie zawsze musimy być ratownikami, że nie zawsze musimy brać odpowiedzialność i przemeblowywać cały świat sobie i innym.

K: Działanie społeczne, w grupie, z ludźmi i dla ludzi powoduje, że nabrałam pewności siebie. Co ja zaczęłam robić? Na przykład po latach przerwy zaczęłam jeździć samochodem. Zaraz krótko po zrobieniu prawa jazdy miałam wypadek komunikacyjny i traumę powypadkową. A teraz znowu się odważyłam.

Chciałam też jeszcze podpytać o relację waszą matka-córka. W którymś momencie powiedziałyście, że miałyście dobrą komunikację. Jak udaje się wam pracować rodzinnie?

K: Kiedy realizowałyśmy pierwszy projekt mieszkałyśmy razem i to było wspaniałe, bo w każdej chwili mogłyśmy ze sobą coś przegadać. Dla mnie najważniejsze w tej wspólnej pracy jest to, że cały czas mamy dobrą relację. Udział w tym projekcie dodatkowo jeszcze nas połączył.

E: O to mi wzięłaś!

K: Dla mnie to jest po prostu kochana Ewa.

E: My się lubimy po prostu. To było świetne doświadczenie obserwować jak mama przygotowuje się do spotkań, wertuje książki, a potem dzieli się swoją wiedzą. Znałam część tych opowieści z domu, ale obserwowanie jak występuje przed większym gronem było budującym doświadczeniem. Miło było mieć kogoś w projekcie komu można się przyznać, że się czegoś nie wie, że nie trzeba się spinać z obawy przed oceną.

Ale kłóciłyście się czasami?

E: Nie, ale czasami było napięcie.

K: Mam jeszcze jedną córkę i wszystkie  jesteśmy silnymi osobowościami.

E: Ale mamy wypracowany taki sposób komunikacji, aby się usłyszeć.

Co waszej relacji daje wspólne działanie przy projektach społecznych?

E: Chodzi o to, że wtedy często nie ma już matki i córki, bo ktoś jest po prostu bardziej kompetentny, a druga osoba wtedy za nią podąża. U nas nie było tego problemu, że to jest moja mama i ja nie mogę mamie czegoś powiedzieć.

K: Czasem można po prostu się przytulić i powiedzieć: hej super ci wyszło.

Uczestnikom projektu dałyśmy się poznać jako matka i córka, dobrze czujące się w tej relacji

Oni też zaczęli przychodzić z dziećmi, wnukami i okazywało się, że te relacje z rodziną to jestogromny potencjał.

E: Rodzinne wsparcie w sytuacjach trudnych  jest takie oczywiste,  ale też wspaniale mieć kogoś z kim się można wspólnie szczerze ucieszyć. Dlatego te momenty wspólnego świętowania na zakończenie projektu  są bardzo ważne. Dobrze mieć obok kogoś, kto czuje podobnie. To jest magia.

Fot. Alicja Szulc