Dzięki flamenco fruniemy / HISTORIE PROJEKTÓW

Z animatorkami projektu ¡pokOLÉnia z przytupem! - Olgą Sokołowską i Martą Wilk rozmawia Anna Liminowicz.

N7

 

„Pok!OLE!nia z przytupem” – ten przytup jest od tańca, prawda?

Olga Sokołowska: Przytup jest po to, żeby zaznaczyć, że chodzi o flamenco. Razem z Martą prowadzimy warsztaty międzypokoleniowe wokół kultury flamenco. Musiałyśmy jakoś nazwać naszą markę. A ponieważ zauważyłyśmy, że słowo „pokolenia” ma w środku „ole”, to postanowiłyśmy zapisać je po swojemu. Przytup mówi też trochę o tym, że idziemy do przodu.

Właśnie, pierwszy projekt zrealizowany w ramach Seniorów w akcji skończyłyście w maju 2016. Ale w tym czasie zdążyłyście złożyć wniosek na drugi projekt, który będzie trwał do maja 2017 roku.

O.S.: Przy pierwszym projekcie zapraszałyśmy osoby starsze i młodsze na darmowe spotkania dotyczące flamenco. Naszym największym sukcesem było nawiązanie współpracy z domem seniora. Więc w drugim projekcie zaplanowałyśmy raz w miesiącu spotkania z jego mieszkańcami. Do tego spotykamy się na warsztatach, które prowadzimy w budynku gimnazjum. Przychodzą mieszkańcy Wesołej i Sulejówka. Uczestnicy są w różnym wieku, ale w tej edycji skład jest jeszcze bardziej międzypokoleniowy, bo nie dość, że mamy więcej seniorów, to teraz pojawiły się jeszcze dzieci. Tyle że ja – powiem to szczerze – nie bardzo chciałam z dziećmi pracować.

Marta Wilk: No ale flamenco w Andaluzji tańczą również dzieci. To taniec bez ograniczeń. Wiemy, że chętnie przychodziłyby do nas mamy z dziećmi, stąd pomysł.

W sprawozdaniu z projektu napisałyście: „Tańczyliśmy, graliśmy na kastanietach i cajonach. Śpiewaliśmy, klaskaliśmy, poznawaliśmy nowe rytmy. Lepiliśmy i szkliliśmy kafelki. Gotowaliśmy hiszpańskie potrawy. Szyliśmy spódnice, malowaliśmy i spódnice, i wachlarze. Oglądaliśmy filmy, dyskutowaliśmy o nich i spędzaliśmy wesoło i aktywnie czas”. Od początku wiedziałyście, że to nie będą tylko warsztaty flamenco?

  1. S.: Tak, na etapie konstruowania projektu dowiedziałyśmy się od Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę”, że nie chodzi o to, aby prowadzić warsztaty, ale żeby zawiązała się grupa, która robi coś razem. Flamenco, nasze wspólne zainteresowanie, było pretekstem, ale też spoiwem grupy.
  2. W.: Zaprojektowałyśmy rozmaite warsztaty. Być może trochę przez to zdobyłyśmy przychylność instytucji działających na rzecz seniorów w Wesołej.
  3. S.: Na zakończenie projektu urządziłyśmy dużą fiestę dla mieszkańców Wesołej. Postanowiłyśmy sprawdzić, czy przy tej okazji seniorzy dadzą się wyciągnąć z domu seniora. To oczywiście było trudne ze względów logistycznych – niektóre osoby starsze są mało mobilne. I mentalnie, i fizycznie. Ale mimo wszystko niektóry przyszli i zgodzili się zostać naszymi gośćmi honorowymi. To był sygnał, że nasza obecność jest ważna. Wtedy postanowiłyśmy napisać kolejny projekt do Seniorów w akcji. Chcemy pokazać, że mniejsza sprawność ruchowa nie jest barierą i nie wyklucza udziału w warsztatach.

W tańcu wiek faktycznie nie liczy ?

  1. W.: We flamenco wiek nie gra roli. W Andaluzji starsze osoby uczestniczą w kulturze na równi z młodymi.
  2. S.: Kiedy byłyśmy w Sewilli, bardzo spodobało mi się, że jak na scenę wyjdzie siedemdziesięcioletnia tancerka, to nikogo jej występ nie dziwi.
  3. W.: Ale trzeba powiedzieć, że na samym początku nie zakładałyśmy współpracy z domem seniora. To takie cudowne zrządzenie losu.

To jak tam trafiłyście?

  1. S.: Ten dom założył ksiądz, kolega mojego taty. Wiedział, że tańczę i prowadzę międzypokoleniową grupę. Bardzo chciał, żebyśmy odwiedzili seniorów.
    M. W.: Dodatkowym katalizatorem było Towarzystwo Inicjatyw Twórczych „ę”. Beata Tokarz-Kamińska zaprosiła mnie na wywiad do jednej z rozgłośni radiowych. Kiedy wyszłyśmy z radia, rozpadał się straszny deszcz, więc zatrzymałyśmy się w bramie starej kamienicy. I zaczęłyśmy rozmawiać. Pytała mnie o nasz projekt i tak jakoś zeszło na pomysł z domem seniora. Opowiadała o podobnych działaniach w Europie, głównie w Irlandii. Przekonywała, że warto spróbować i zdecydować się nawiązać relacje z tego typu ośrodkiem, bo dla seniorów ważny jest kontakt z innymi ludźmi. Lubią, kiedy ktoś do nich przyjdzie, pobędzie z nimi, wypije herbatę albo zorganizuje spotkanie przy lampce wina. Nic wielkiego. Dodatkowo my przecież miałyśmy swoją warsztatową grupę seniorów. Pomyślałam, że faktycznie trzeba to zrobić, że może inni seniorzy też by do nas chcieli dołączyć.
  2. S.: Postanowiłyśmy wystąpić w domu seniora. Zrobić taki przyjemny gest.
  3. W.: A przy okazji sprawdziłyśmy, czy grupa nie ma oporu przed spędzaniem tam czasu, bo wcześniej miałyśmy sygnały, że niektórzy nie lubią mieć kontaktu ze starością.

Ktoś narzekał?

  1. W.: Początkowo tak. Narzekali i starsi, i młodsi. Ale się udało.
  2. S.: Bo tupnęłyśmy nogą.
  3. W.: Powiedziałyśmy, że zajęcia się tam odbędą i już. Słyszałyśmy wątpliwości, ale uznałyśmy, że w tym wypadku warto spróbować ich przekonać.

Postawiłyście na swoim.

  1. W.: Nie można wątpić w sens swojej pracy. A my wierzymy, że między pokoleniami może być fajna współpraca i wiek nie ma znaczenia.

To dlatego chciałyście uczestniczyć w projekcie międzypokoleniowym?

  1. W.: Wchodziłam w wiek emerytalny i z chęcią podjęłam się nowego wyzwania. Z doświadczenia w pracy wiem, że potrafię przyciągać młodych ludzi. Z kolei Ola ma dużą wrażliwość na drugiego człowieka, opiekuje się swoimi dziadkami. Od początku miałyśmy dobre porozumienie.
  2. S.: A ja szukałam nowych pomysłów na siebie. W tym czasie umarł mój dziadek, z którym byłam blisko. Potrzebowałam w swoim otoczeniu mieć kogoś ze starszego pokolenia. Poza tym wcześniej bardzo dużo pracowałam z małymi dziećmi i wiedziałam, że już nie chcę. Że wolę z osobami starszymi.

Jak się udał pierwszy występ w domu seniora?

  1. S.: Planowałyśmy, że najpierw damy z grupą występ, a potem wspólnie z seniorami będziemy malować hiszpańskie wachlarze. Pracownicy domu ostudzili nasz zapał. Powiedzieli, że seniorzy pewnie przyjdą na występ, ale nikt nie zostanie, bo pójdą oglądać swój ulubiony serial. Okazało się, że nie dość, że przyszli na występ, to jeszcze prawie wszyscy na malowaniu wachlarzy zostali.

Wygrałyście z serialem?

  1. S.: Po występie ich zaskoczyłyśmy. Nagle wyciągnęłyśmy wachlarze i zachęciłyśmy do malowania. Nasza uczestniczka Agnieszka, która podjęła się poprowadzenia warsztatu, miała na to bardzo fajny pomysł. Żeby nie stresować seniorów tym, że od razu trzeba malować dzieła sztuki, przygotowała szablony i było łatwiej. Wszyscy siedzieli i malowali. Byłyśmy bardzo zaskoczone.

Dlaczego?

  1. S.: Miałam wizję, że to my jesteśmy inicjatorkami działań albo ściągamy różne osoby z zewnątrz, które coś proponują, przychodzą i prowadzą. Nie zakładałam, że wśród uczestników pojawią się tacy, którzy będą chcieli coś poprowadzić dla innych. A to fantastycznie zagrało. Potem często zamieniałyśmy się w uczestniczki i to jedno z naszych najcenniejszych doświadczeń. Nawet mi się nie śniło, że wśród uczestników pojawią się takie talenty.

Jaki wyciągnęłyście z tego wniosek?

  1. W.: Żeby słuchać uczestników grupy: co mówią, czego nie mówią. Od samego początku pytałyśmy, co chcą robić. Nie zawsze stawiałyśmy na swoim. To im dało poczucie, że tworzymy coś wspólnie. Może to nie jest takie oczywiste, że przychodzi się na zajęcia i razem z prowadzącym wymyśla, co będziemy dalej robić, ale dzięki temu uczestnicy mają szansę dać coś z siebie.
  2. S.: Na przykład Kasia postanowiła nam sprowadzić zespół rockowy na koncert.
  3. W.: Gdybym miała doradzać, to powiedziałabym, że aby projekt się udał, trzeba mieć dobry zespół, dbać o niego i ciągle poszerzać krąg ludzi, którzy projekt wspierają. Bo samemu jest trudno.

Wy macie szczęście – pracujecie razem.

  1. W.: Poznałyśmy się dziewięć lat temu. Dobrze pamiętam ten moment swojego życia. Zapisałam się na warsztaty flamenco, które prowadziła Ola.
  2. S.: Ja też pamiętam! To była moja pierwsza grupa w życiu.
  3. W.: Przyszło dużo osób. Było ciasno. Znalazłam swoje miejsce. Blisko Oli, żeby zawsze ją słyszeć. I już wtedy było międzypokoleniowo.
  4. S.: Miałyśmy na pokładzie babcię, mamę, wnuczkę i dziecko w drodze. Wybujałyśmy już kilkoro dzieci.

Od razu między wami zaiskrzyło?

  1. W.: Widziałam przed sobą młodą, ładną dziewczynę, która pięknie się porusza. Wydawało mi się, że to nieosiągalne tak się poruszać. Ale Ola tak fajnie tłumaczyła: odwoływała do różnych skojarzeń, więc rozumiałam, co do mnie mówi. Dała mi poczucie, że dam radę, chociaż na początku to było trudne. Wspierała mnie.
  2. S.: Marta też! Pamiętam, jak się do mnie uśmiechała. Byłam bardzo zestresowana pierwszymi zajęciami w życiu. Marta ułatwiła mi start – zarządziła, że wszyscy będziemy mówili do siebie na ty. To był początek demokracji w grupie.

A kiedy nauczycielka i uczennica zaczęły wspólnie planować projekty?

  1. W.: Ola miała genialny pomysł.
  2. S.: A Marta kryzys. Poważny. Wymyśliłam nową choreografię z kroczkiem, który miał melodyjkę „umpa umpa, taralika taka ta”. I tego „taralika taka ta” Marta nie mogła zapamiętać. Olśniło mnie – był luty i Marta właśnie obchodziła urodziny. Powiedziałam „Bardzo przepraszam za to, co teraz powiem, ale spróbuj sobie zapamiętać ten kroczek w następujący sposób: „umpa umpa Marta ma sześćdziesiąt lat” .
  3. W.: I zapamiętałam.
  4. S.: I dokładnie rok później dowiedziałam się o Seniorach w akcji. Pomysł, że weźmiemy udział w projekcie, był prezentem urodzinowym dla Marty ode mnie.

Połączyła was wspólna pasja?

  1. S.: Na pewno. Uzupełniamy się umiejętnościami i z tego wychodzi projekt. Ja piszę, a Marta jest od cyferek.
  2. W.: Umowy i rozliczenia biorę na siebie. Ale ważne decyzje zawsze podejmujemy razem i razem je realizujemy.
  3. S.: Chociaż są takie rzeczy, którymi zajmuje się tylko Marta: na przykład prowadzi stronę i zajmuje się promocją na Facebooku, którego ja nie umiem obsługiwać.
  4. W.: Praca w internecie mnie rozwija i pozwala nie zostać w tyle – wszyscy wiemy, że to przytrafia się seniorom. Nie chcę odstawać technologicznie od młodych: staram się nadążać za nowinkami komputerowymi. W ten sposób przełamuję bariery wieku i staję się bardziej zaradna życiowo.

A czego się nauczyłyście od siebie?

  1. S.: Marta uczy mnie Excela.
  2. W.: Ola jest dla mnie mistrzynią flamenco. Dużo czerpię z naszej relacji. Przede wszystkim obserwuję jej wrażliwość na ludzi, umiejętność słuchania. Kiedy widzę tę cechę u młodej osoby, to zaczynam wierzyć w ludzi.
  3. S.: Marta mi bardzo imponuje. Próbuję się od niej nauczyć cierpliwości i determinacji w działaniu.
  4. W.: A ja doceniam Oli pomysłowość. Zawsze coś fajnego wymyśli. Tak było z projektem Seniorzy w akcji. Ja nie miałam pomysłu.
  5. S.: Ale miałaś determinację.
  6. W.: Bo ten projekt był mi potrzebny. Dzięki Oli poznałam ludzi z Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę” – środowisko, które mnie wciąż uczy i wspiera. Ola otworzyła mi horyzonty.

Coś was różni?

  1. S.: Mam nieustanne kryzysy, wzloty i upadki. Marta jest bardziej zrównoważona. „Będzie dobrze” – powtarza nieustannie. My naprawdę się uzupełniamy. Jak wtedy, kiedy miałam kryzys w trakcie trwania pierwszego projektu. Wydawało mi się, że brniemy w złym kierunku. Marta mnie uspokoiła. Pomyślałam wtedy, że może by tak całą grupą odwiedzić pracownię Splot w Łodzi i uszyć u nich spódnice do flamenco. Wspólny wyjazd nas zintegrował i pokonał kryzys w mojej głowie. Ostatecznie wszystko poszło świetnie. Mam nadzieję, że i tym razem tak będzie.

A co teraz planujecie?

  1. S.: Dzisiaj sobie ustalimy z grupą, co robimy na pierwszym spotkaniu. Bo na pewno na drugim mamy warsztat kulinarny.
  2. W.: Kolejne warsztaty w domu seniora to wieczór kolęd polskich i hiszpańskich. Wcześniej chcemy nauczyć naszą grupę jakiejś kolędy hiszpańskiej. Będzie śmiesznie, bo nie znają tego języka.
  3. S.: Myślę jeszcze o zrobieniu szopki – w Andaluzji jest bardzo bogata tradycja szopkowa.
  4. W.: Może tak, może trzeba zacząć od tego. Na dobry nowy rok.

To czego byście sobie w tym roku życzyły?

  1. W.: Marzę, żebyśmy skończyły w maju projekt z poczuciem, że wykonałyśmy, co zamierzyłyśmy, a zamierzamy zrealizować cały cykl warsztatów. I żeby uczestnicy mówili o nas jak w zeszłym roku: że szkoda, że się skończyło i że chcą jeszcze. Ale najbardziej, to żeby udało się zaszczepić naszą obecność w Domu Seniora. I dalej z nimi współpracować.
  2. S.: Fajnie byłoby, żeby Wesoła otworzyła się na Dom Seniora. Seniorom trudno wychodzić do innych ludzi – mieszkają w enklawie zamkniętej przed światem za murami. Mam marzenie, żeby ten mur się trochę ukruszył. Chcemy zespolić lokalną społeczność z seniorami. Pokazać, że w naszym przypadku Andaluzja to był tylko punkt wyjścia. Zachęcić do podobnego działania w innych regionach Polski.

Dużo macie marzeń i pomysłów.

  1. W.: Więcej, niż się wydaje, bo mamy marzenie o kolejnej edycji. Chciałabym, żeby w następnym roku nasz związek też miał taką kreatywną pożywkę. Póki mam siłę, będę do tego dążyć.
  2. S.: Mamy bardzo mocną relację.
  3. W.: Taką natchnioną tańcem, bo nas na pewno flamenco uskrzydla. Powiedziałabym, że dzięki flamenco fruniemy.

 

N4

Data wpisu
05.06.2016

Zobacz także:

 

„Pok!OLE!nia z przytupem” – ten przytup jest od tańca, prawda?

Olga Sokołowska: Przytup jest po to, żeby zaznaczyć, że chodzi o flamenco. Razem z Martą prowadzimy warsztaty międzypokoleniowe wokół kultury flamenco. Musiałyśmy jakoś nazwać naszą markę. A ponieważ zauważyłyśmy, że słowo „pokolenia” ma w środku „ole”, to postanowiłyśmy zapisać je po swojemu. Przytup mówi też trochę o tym, że idziemy do przodu.

Właśnie, pierwszy projekt zrealizowany w ramach Seniorów w akcji skończyłyście w maju 2016. Ale w tym czasie zdążyłyście złożyć wniosek na drugi projekt, który będzie trwał do maja 2017 roku.

O.S.: Przy pierwszym projekcie zapraszałyśmy osoby starsze i młodsze na darmowe spotkania dotyczące flamenco. Naszym największym sukcesem było nawiązanie współpracy z domem seniora. Więc w drugim projekcie zaplanowałyśmy raz w miesiącu spotkania z jego mieszkańcami. Do tego spotykamy się na warsztatach, które prowadzimy w budynku gimnazjum. Przychodzą mieszkańcy Wesołej i Sulejówka. Uczestnicy są w różnym wieku, ale w tej edycji skład jest jeszcze bardziej międzypokoleniowy, bo nie dość, że mamy więcej seniorów, to teraz pojawiły się jeszcze dzieci. Tyle że ja – powiem to szczerze – nie bardzo chciałam z dziećmi pracować.

Marta Wilk: No ale flamenco w Andaluzji tańczą również dzieci. To taniec bez ograniczeń. Wiemy, że chętnie przychodziłyby do nas mamy z dziećmi, stąd pomysł.

W sprawozdaniu z projektu napisałyście: „Tańczyliśmy, graliśmy na kastanietach i cajonach. Śpiewaliśmy, klaskaliśmy, poznawaliśmy nowe rytmy. Lepiliśmy i szkliliśmy kafelki. Gotowaliśmy hiszpańskie potrawy. Szyliśmy spódnice, malowaliśmy i spódnice, i wachlarze. Oglądaliśmy filmy, dyskutowaliśmy o nich i spędzaliśmy wesoło i aktywnie czas”. Od początku wiedziałyście, że to nie będą tylko warsztaty flamenco?

  1. S.: Tak, na etapie konstruowania projektu dowiedziałyśmy się od Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę”, że nie chodzi o to, aby prowadzić warsztaty, ale żeby zawiązała się grupa, która robi coś razem. Flamenco, nasze wspólne zainteresowanie, było pretekstem, ale też spoiwem grupy.
  2. W.: Zaprojektowałyśmy rozmaite warsztaty. Być może trochę przez to zdobyłyśmy przychylność instytucji działających na rzecz seniorów w Wesołej.
  3. S.: Na zakończenie projektu urządziłyśmy dużą fiestę dla mieszkańców Wesołej. Postanowiłyśmy sprawdzić, czy przy tej okazji seniorzy dadzą się wyciągnąć z domu seniora. To oczywiście było trudne ze względów logistycznych – niektóre osoby starsze są mało mobilne. I mentalnie, i fizycznie. Ale mimo wszystko niektóry przyszli i zgodzili się zostać naszymi gośćmi honorowymi. To był sygnał, że nasza obecność jest ważna. Wtedy postanowiłyśmy napisać kolejny projekt do Seniorów w akcji. Chcemy pokazać, że mniejsza sprawność ruchowa nie jest barierą i nie wyklucza udziału w warsztatach.

W tańcu wiek faktycznie nie liczy ?

  1. W.: We flamenco wiek nie gra roli. W Andaluzji starsze osoby uczestniczą w kulturze na równi z młodymi.
  2. S.: Kiedy byłyśmy w Sewilli, bardzo spodobało mi się, że jak na scenę wyjdzie siedemdziesięcioletnia tancerka, to nikogo jej występ nie dziwi.
  3. W.: Ale trzeba powiedzieć, że na samym początku nie zakładałyśmy współpracy z domem seniora. To takie cudowne zrządzenie losu.

To jak tam trafiłyście?

  1. S.: Ten dom założył ksiądz, kolega mojego taty. Wiedział, że tańczę i prowadzę międzypokoleniową grupę. Bardzo chciał, żebyśmy odwiedzili seniorów.
    M. W.: Dodatkowym katalizatorem było Towarzystwo Inicjatyw Twórczych „ę”. Beata Tokarz-Kamińska zaprosiła mnie na wywiad do jednej z rozgłośni radiowych. Kiedy wyszłyśmy z radia, rozpadał się straszny deszcz, więc zatrzymałyśmy się w bramie starej kamienicy. I zaczęłyśmy rozmawiać. Pytała mnie o nasz projekt i tak jakoś zeszło na pomysł z domem seniora. Opowiadała o podobnych działaniach w Europie, głównie w Irlandii. Przekonywała, że warto spróbować i zdecydować się nawiązać relacje z tego typu ośrodkiem, bo dla seniorów ważny jest kontakt z innymi ludźmi. Lubią, kiedy ktoś do nich przyjdzie, pobędzie z nimi, wypije herbatę albo zorganizuje spotkanie przy lampce wina. Nic wielkiego. Dodatkowo my przecież miałyśmy swoją warsztatową grupę seniorów. Pomyślałam, że faktycznie trzeba to zrobić, że może inni seniorzy też by do nas chcieli dołączyć.
  2. S.: Postanowiłyśmy wystąpić w domu seniora. Zrobić taki przyjemny gest.
  3. W.: A przy okazji sprawdziłyśmy, czy grupa nie ma oporu przed spędzaniem tam czasu, bo wcześniej miałyśmy sygnały, że niektórzy nie lubią mieć kontaktu ze starością.

Ktoś narzekał?

  1. W.: Początkowo tak. Narzekali i starsi, i młodsi. Ale się udało.
  2. S.: Bo tupnęłyśmy nogą.
  3. W.: Powiedziałyśmy, że zajęcia się tam odbędą i już. Słyszałyśmy wątpliwości, ale uznałyśmy, że w tym wypadku warto spróbować ich przekonać.

Postawiłyście na swoim.

  1. W.: Nie można wątpić w sens swojej pracy. A my wierzymy, że między pokoleniami może być fajna współpraca i wiek nie ma znaczenia.

To dlatego chciałyście uczestniczyć w projekcie międzypokoleniowym?

  1. W.: Wchodziłam w wiek emerytalny i z chęcią podjęłam się nowego wyzwania. Z doświadczenia w pracy wiem, że potrafię przyciągać młodych ludzi. Z kolei Ola ma dużą wrażliwość na drugiego człowieka, opiekuje się swoimi dziadkami. Od początku miałyśmy dobre porozumienie.
  2. S.: A ja szukałam nowych pomysłów na siebie. W tym czasie umarł mój dziadek, z którym byłam blisko. Potrzebowałam w swoim otoczeniu mieć kogoś ze starszego pokolenia. Poza tym wcześniej bardzo dużo pracowałam z małymi dziećmi i wiedziałam, że już nie chcę. Że wolę z osobami starszymi.

Jak się udał pierwszy występ w domu seniora?

  1. S.: Planowałyśmy, że najpierw damy z grupą występ, a potem wspólnie z seniorami będziemy malować hiszpańskie wachlarze. Pracownicy domu ostudzili nasz zapał. Powiedzieli, że seniorzy pewnie przyjdą na występ, ale nikt nie zostanie, bo pójdą oglądać swój ulubiony serial. Okazało się, że nie dość, że przyszli na występ, to jeszcze prawie wszyscy na malowaniu wachlarzy zostali.

Wygrałyście z serialem?

  1. S.: Po występie ich zaskoczyłyśmy. Nagle wyciągnęłyśmy wachlarze i zachęciłyśmy do malowania. Nasza uczestniczka Agnieszka, która podjęła się poprowadzenia warsztatu, miała na to bardzo fajny pomysł. Żeby nie stresować seniorów tym, że od razu trzeba malować dzieła sztuki, przygotowała szablony i było łatwiej. Wszyscy siedzieli i malowali. Byłyśmy bardzo zaskoczone.

Dlaczego?

  1. S.: Miałam wizję, że to my jesteśmy inicjatorkami działań albo ściągamy różne osoby z zewnątrz, które coś proponują, przychodzą i prowadzą. Nie zakładałam, że wśród uczestników pojawią się tacy, którzy będą chcieli coś poprowadzić dla innych. A to fantastycznie zagrało. Potem często zamieniałyśmy się w uczestniczki i to jedno z naszych najcenniejszych doświadczeń. Nawet mi się nie śniło, że wśród uczestników pojawią się takie talenty.

Jaki wyciągnęłyście z tego wniosek?

  1. W.: Żeby słuchać uczestników grupy: co mówią, czego nie mówią. Od samego początku pytałyśmy, co chcą robić. Nie zawsze stawiałyśmy na swoim. To im dało poczucie, że tworzymy coś wspólnie. Może to nie jest takie oczywiste, że przychodzi się na zajęcia i razem z prowadzącym wymyśla, co będziemy dalej robić, ale dzięki temu uczestnicy mają szansę dać coś z siebie.
  2. S.: Na przykład Kasia postanowiła nam sprowadzić zespół rockowy na koncert.
  3. W.: Gdybym miała doradzać, to powiedziałabym, że aby projekt się udał, trzeba mieć dobry zespół, dbać o niego i ciągle poszerzać krąg ludzi, którzy projekt wspierają. Bo samemu jest trudno.

Wy macie szczęście – pracujecie razem.

  1. W.: Poznałyśmy się dziewięć lat temu. Dobrze pamiętam ten moment swojego życia. Zapisałam się na warsztaty flamenco, które prowadziła Ola.
  2. S.: Ja też pamiętam! To była moja pierwsza grupa w życiu.
  3. W.: Przyszło dużo osób. Było ciasno. Znalazłam swoje miejsce. Blisko Oli, żeby zawsze ją słyszeć. I już wtedy było międzypokoleniowo.
  4. S.: Miałyśmy na pokładzie babcię, mamę, wnuczkę i dziecko w drodze. Wybujałyśmy już kilkoro dzieci.

Od razu między wami zaiskrzyło?

  1. W.: Widziałam przed sobą młodą, ładną dziewczynę, która pięknie się porusza. Wydawało mi się, że to nieosiągalne tak się poruszać. Ale Ola tak fajnie tłumaczyła: odwoływała do różnych skojarzeń, więc rozumiałam, co do mnie mówi. Dała mi poczucie, że dam radę, chociaż na początku to było trudne. Wspierała mnie.
  2. S.: Marta też! Pamiętam, jak się do mnie uśmiechała. Byłam bardzo zestresowana pierwszymi zajęciami w życiu. Marta ułatwiła mi start – zarządziła, że wszyscy będziemy mówili do siebie na ty. To był początek demokracji w grupie.

A kiedy nauczycielka i uczennica zaczęły wspólnie planować projekty?

  1. W.: Ola miała genialny pomysł.
  2. S.: A Marta kryzys. Poważny. Wymyśliłam nową choreografię z kroczkiem, który miał melodyjkę „umpa umpa, taralika taka ta”. I tego „taralika taka ta” Marta nie mogła zapamiętać. Olśniło mnie – był luty i Marta właśnie obchodziła urodziny. Powiedziałam „Bardzo przepraszam za to, co teraz powiem, ale spróbuj sobie zapamiętać ten kroczek w następujący sposób: „umpa umpa Marta ma sześćdziesiąt lat” .
  3. W.: I zapamiętałam.
  4. S.: I dokładnie rok później dowiedziałam się o Seniorach w akcji. Pomysł, że weźmiemy udział w projekcie, był prezentem urodzinowym dla Marty ode mnie.

Połączyła was wspólna pasja?

  1. S.: Na pewno. Uzupełniamy się umiejętnościami i z tego wychodzi projekt. Ja piszę, a Marta jest od cyferek.
  2. W.: Umowy i rozliczenia biorę na siebie. Ale ważne decyzje zawsze podejmujemy razem i razem je realizujemy.
  3. S.: Chociaż są takie rzeczy, którymi zajmuje się tylko Marta: na przykład prowadzi stronę i zajmuje się promocją na Facebooku, którego ja nie umiem obsługiwać.
  4. W.: Praca w internecie mnie rozwija i pozwala nie zostać w tyle – wszyscy wiemy, że to przytrafia się seniorom. Nie chcę odstawać technologicznie od młodych: staram się nadążać za nowinkami komputerowymi. W ten sposób przełamuję bariery wieku i staję się bardziej zaradna życiowo.

A czego się nauczyłyście od siebie?

  1. S.: Marta uczy mnie Excela.
  2. W.: Ola jest dla mnie mistrzynią flamenco. Dużo czerpię z naszej relacji. Przede wszystkim obserwuję jej wrażliwość na ludzi, umiejętność słuchania. Kiedy widzę tę cechę u młodej osoby, to zaczynam wierzyć w ludzi.
  3. S.: Marta mi bardzo imponuje. Próbuję się od niej nauczyć cierpliwości i determinacji w działaniu.
  4. W.: A ja doceniam Oli pomysłowość. Zawsze coś fajnego wymyśli. Tak było z projektem Seniorzy w akcji. Ja nie miałam pomysłu.
  5. S.: Ale miałaś determinację.
  6. W.: Bo ten projekt był mi potrzebny. Dzięki Oli poznałam ludzi z Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę” – środowisko, które mnie wciąż uczy i wspiera. Ola otworzyła mi horyzonty.

Coś was różni?

  1. S.: Mam nieustanne kryzysy, wzloty i upadki. Marta jest bardziej zrównoważona. „Będzie dobrze” – powtarza nieustannie. My naprawdę się uzupełniamy. Jak wtedy, kiedy miałam kryzys w trakcie trwania pierwszego projektu. Wydawało mi się, że brniemy w złym kierunku. Marta mnie uspokoiła. Pomyślałam wtedy, że może by tak całą grupą odwiedzić pracownię Splot w Łodzi i uszyć u nich spódnice do flamenco. Wspólny wyjazd nas zintegrował i pokonał kryzys w mojej głowie. Ostatecznie wszystko poszło świetnie. Mam nadzieję, że i tym razem tak będzie.

A co teraz planujecie?

  1. S.: Dzisiaj sobie ustalimy z grupą, co robimy na pierwszym spotkaniu. Bo na pewno na drugim mamy warsztat kulinarny.
  2. W.: Kolejne warsztaty w domu seniora to wieczór kolęd polskich i hiszpańskich. Wcześniej chcemy nauczyć naszą grupę jakiejś kolędy hiszpańskiej. Będzie śmiesznie, bo nie znają tego języka.
  3. S.: Myślę jeszcze o zrobieniu szopki – w Andaluzji jest bardzo bogata tradycja szopkowa.
  4. W.: Może tak, może trzeba zacząć od tego. Na dobry nowy rok.

To czego byście sobie w tym roku życzyły?

  1. W.: Marzę, żebyśmy skończyły w maju projekt z poczuciem, że wykonałyśmy, co zamierzyłyśmy, a zamierzamy zrealizować cały cykl warsztatów. I żeby uczestnicy mówili o nas jak w zeszłym roku: że szkoda, że się skończyło i że chcą jeszcze. Ale najbardziej, to żeby udało się zaszczepić naszą obecność w Domu Seniora. I dalej z nimi współpracować.
  2. S.: Fajnie byłoby, żeby Wesoła otworzyła się na Dom Seniora. Seniorom trudno wychodzić do innych ludzi – mieszkają w enklawie zamkniętej przed światem za murami. Mam marzenie, żeby ten mur się trochę ukruszył. Chcemy zespolić lokalną społeczność z seniorami. Pokazać, że w naszym przypadku Andaluzja to był tylko punkt wyjścia. Zachęcić do podobnego działania w innych regionach Polski.

Dużo macie marzeń i pomysłów.

  1. W.: Więcej, niż się wydaje, bo mamy marzenie o kolejnej edycji. Chciałabym, żeby w następnym roku nasz związek też miał taką kreatywną pożywkę. Póki mam siłę, będę do tego dążyć.
  2. S.: Mamy bardzo mocną relację.
  3. W.: Taką natchnioną tańcem, bo nas na pewno flamenco uskrzydla. Powiedziałabym, że dzięki flamenco fruniemy.

 

N4

">

Newsletter