Wypędzamy seniora w miasto / HISTORIE PROJEKTÓW

W ramach Seniorów w akcji Emilia Malczyk i Kordian Kaniecki realizują warsztaty twórcze 60+ "Ruszamy w miasto" .

Reportaż Joanny Mikulskiej.

1

Szukała osoby, która będzie odpowiedzialna, rzeczowa i słowna. Świetnie gdyby znała się na zarządzaniu ludźmi i w kilku punktach potrafiła powiedzieć: dziś do zrobienia jest to i to. Aby miała charyzmę i ludzie za nią podążali. Większość aktywnych starszych osób to kobiety, więc zależało jej, aby współautorem projektu był mężczyzna.

Spotkali się w 2013 roku w Bydgoszczy przy realizacji projektu międzypokoleniowego „Lustra”, którego efektem były etiudy teatralne prezentowane w Miejskim Centrum Kultury. Kordian Kaniecki był uczestnikiem, a Emilia Malczyk asystentem reżysera, prowadziła warsztaty. Ponownie spotkali się przy projekcie „Teatr tańca 60+” prowadzonym w MCK przez Emilię. 28. czerwca zakończył się ich wspólny projekt „Ruszamy w miasto” skierowany do bydgoskich seniorów.

Seniorzy nie są w pośpiechu

– Oferta dla seniorów w Bydgoszczy była wtedy uboga. Poza tym wszędzie traktowano ich jako odbiorców działań. Chciałam, aby byli twórcami – zaznacza Emilia. –  Jestem instruktorem improwizacji ruchu i symboliki ciała. W moich artystycznych poszukiwaniach wszelkie tematy związane z cielesnością, z niedomaganiem, ze starzeniem, bardzo mnie interesowały. Poza tym byłam młodą mamą z dwójką dzieci. Chciałam pracować w ciągu dnia, aby wieczory mieć wolne. Szukałam czegoś co dawałoby mi możliwość rozwoju, ale zostawiało też przestrzeń na życie rodzinne. Z seniorami dobrze się pracuje, bo mają spokój, dużo czasu, nie ma pośpiechu. To była dość racjonalna decyzja – dodaje.

Kordian całe życie pracował w transporcie na kierowniczych stanowiskach. – Jestem bardzo konkretny i próbowałem wpisać się w wymagania formularza Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę” – wspomina Kordian. Pamiętam, że w aplikacji musieliśmy wszystko dokładnie opisać i nie przekraczać 21 linijek na stronie formatu a4.  Po śmierci żony i przejściu na emeryturę wkręcił się w kulturę. Dział w Bydgoskiej Radzie Seniorów i radzie Kazimierzowskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Jest aktywnym członkiem Teatru Form Różnych „Nasza klasa”. – Bolą mnie pięty jak muszę w domu dłużej siedzieć – przyznaje.

Nazwali swój projekt „Ruszamy w miasto” lub jak dodaje Kordian „wypędzamy emeryta z domu”. Pomysł polega na warsztatach pracy z ciałem łączącym elementy teatru i tańca, które prowadziła Emilia, wzbogaconych o warsztaty twórczego rozwoju prowadzone przez Justynę Guziałek. Kordian organizował pogadanki o ważnych dla seniorów tematach np. o samotności i o seksie. Celem wspólnych działań było  napisanie scenariusza filmu w oparciu o historie uczestników projektu i powstałe na ich kanwie etiudy teatralne..Wszystkie działania podczas trwania projektu: otwieranie się, przełamywanie barier, prowadziło do stworzenia filmu.

2

Bariera nr 1: samotność

Jagoda dowiedziała się o projekcie z audycji radiowej: To był ten wcześniejszy projekt Emilki „Teatr tańca 60+”. Poszłam, bo lubię ruch i zmiany. Spotkałam też dużo kulturalnych ludzi i zostałam. Jestem często osobą samotną, nie samą, ale właśnie samotną. Mąż ma dużo zajęć i spotkania są mi bardzo potrzebne. Bardzo lubię to towarzystwo i wyjście na scenę, ten dreszczyk emocji. Nie wiem skąd to mam, bo z wykształcenia jestem chemikiem, całe życie spędziłam w laboratorium licząc krople. Może w genach? Moim ciotecznym bratem jest Sławomir Mrożek. W filmie nawlekam niebieskie kamyki na sznurek. To metafora naszego życia złożonego z różnych doświadczeń.

Wejście w teatr

Dwa miesiące przed rozpoczęciem zajęć musielizmienić miejsce,  gdzie będą odbywały się warsztaty. Emilia postanowiła spróbować zaprosić do współpracy Teatr Polski w Bydgoszczy. – Współpracowałam z tą instytucją wcześniej. Ma bardzo fajną infrastrukturę, lokalizację, przystosowany jest dla osób starszych i niepełnosprawnych, ale też nie jest to ulubione miejsce seniorów. Program społeczno-polityczny jest trudny i forma spektakli też nie jest dla wszystkich. Poszłam z zapytaniem do sekretariatu. Poproszono mnie o wysłanie maila ze szczegółami, więc trochę zwątpiłam. Ale dwa dni później dyrektor do mnie zadzwonił i zaprosił nas na spotkanie. Byliśmy bardzo przekonani do tego co robimy. To była nasza siła. – dodaje.

Pierwsze zajęcia odbyły się 12 października. Przyszło na nie ponad 20 osób. Od października spotykali się regularnie 2 razy w tygodniu. Zajęcia nie zawsze odbywały się w sali prób. Czasem też przy stołach w małym foyer, które rozdziela hotel od części teatru. – Dużo osób tamtędy przechodziło. Między innymi serbska reżyserka Anja Sušą, która mieszkała w hotelu i przygotowywała spektakl „Krew na kocim gardle”. Nie sposób było nas niezauważyć. Któregoś razu nawet nasza uczestniczka Halinka wymieniła się z nią spojrzeniami i uśmiechami.  – opowiada Emilia. Wkrótce reżyserka zaprosiła na próbę wszystkich, którzy są chętni do bycia statystami. Zgłosiło się 10 osób. Anja miała wybrać dwie, ale zgodziła się na wszystkich. Dla seniorów było to jednak duże wyzwanie. W marcu próby odbywały się codziennie od 11 do 15.00 potem od 18 do 22.00. Z całej grupy projektu „Ruszamy w miasto” w spektaklu gra 8 osób.

3

Bariera nr 2: brak akceptacji

Grażyna znalazła artykuł w gazecie: Bardzo mi się podobała wypowiedzi Emilki, o tym że najważniejsze w projekcie jest sama możliwość spotkania się w przyjazdnym gronie. Zachęciło mnie to. Chciałam też poznać teatr od kuchni. Nie sądziłam, że dotrwam do finału naszych działań.

Miałam trudne małżeństwo. Rozstałam się z mężem, który zdeptał moje poczucie wartości. Mam wadę postawy i z tego powodu często słyszałam od niego dużo niemiłych słów, a przecież na siłę go do ołtarza nie zaprowadziłam. W trakcie projektu nigdy nie usłyszałam negatywnej uwagi. Wyprostowałam się. Poczułam się mocniejsza i uwierzyłam, że ten człowiek nie miał racji. Gdy wracałam do domu często pukałam się w głowę: co ja wyprawiam? Ale odkryłam, że sprawia mi to przyjemność, a na scenie nawet nie miałam tremy. Nie wstydzę się już wyjść do ludzi. Dodatkowo Emilia ma do nas wspaniałe podejście. Traktuje nas jak rówieśników, a my czujemy się jak trzydziestolatkowie.

Międzypokoleniowość w grupie 60+

Najmłodsza uczestniczka w grupie ma 57 lat, a najstarszy uczestnik 83. On mógłby być jej ojcem. Świetnie sobie pomagali. Kiedy Sławek musiał kupić kurtkę, a miał tylko 200 zł, poszła z nim Basia. Spędzili razem kilka godzina na mieście w poszukiwaniach. – Irytuje mnie, że zwraca się uwagę tylko na międzypokoleniowe relacje między babcią a wnuczkiem, a zapomina, że w grupie 60+ też możemy mieć relacje międzypokoleniowe. – zaznacza Emilia. – Nikt nie widzi tego problemu. – potwierdza Kordian. – Dzieci są zajęte karierą, rozwojem, próbują podrzucać wnuki i, ale nie ma relacji pomiędzy dziećmi i rodzicami. Brakuje tych niedzielnych obiadków. Odczuwam to bezpośrednio na sobie. Na spotkanie muszę umawiać się z moją córką i zięciem na 2 lub 3 tygodnie wcześniej. Dawniej wchodziłem do nich do mieszkania kiedy chciałem i oni do mnie. Zupełnie inne kryteria są teraz. Córka dzwoni i mówi: „Tata trzy dni i Ty się nie odzywasz”. A ja jej na to: „Przecież telefon działa w dwie strony”.

4

Bariera nr 3: obowiązki rodzinne

Monika: Całe życie marzyłam, aby statystować. Zawsze mnie bardziej ciekawili Ci ludzie, którzy idą w tle po ulicy, niż pierwszoplanowi aktorzy. Teraz już wiem jak to jest, bo gram w spektaklu „Krew na kocim gardle”. Jestem statystką, ale z prawem głosu!

10 lat temu jak poszłam na emeryturę, córka i syn mieli wypadki. Zajęłam się wnukami  i właściwie niczym innym. Gdy został mi tylko jeden wnuk do opieki powiedziałam stop. Postanowiłam, że potrzebuje choć dnia urlopu w tygodniu. Rodzina była zaskoczona, ale wreszcie mam przyjemność z życia. Otworzyłam się na siebie. Widujemy się raz w tygodniu, ale człowiek czeka na te spotkania. Jest raźniej.

Ruszamy w miasto

– Poza teatrem widać nas też w przestrzeni miasta – dodaje Emilia. – Nasi uczestnicy są ambasadorami działań społecznych w swoich społecznościach. Nie maja problemu, aby zaprosić sąsiadów i posadzić  razem kwiaty, czy wystawić przed blok ławki i je wspólnie pomalować.

Finał projektu z prezentacją filmu i koncertem został zorganizowany w nowej, bydgoskiej kawiarni, która dysponuje wewnętrznym podwórkiem. Była to największa impreza w tym miejscu, poza koncertami hip-hopowymi. – Wszystko zależy jakie mamy granice w głowie, jak ciasno tam jest – przyznaje Emilia. – Nie wiem dlaczego taka nowa, fajna kawiarnia ma być tylko dla młodych. Na nasze kolejne działania dostaliśmy od nich sale za darmo. Uczestniczy zostają spotykają się tam na obiady lub na piwo.

5

Bariera nr 4: codzienność

Halinkę na warsztaty wyciągnęły dwie przyjaciółki. I jakie to było dobre! Dużo ruchu w ciele i dobry wpływ na psyche. Ważne dla mnie było to, że mogłam wyjść z domu, być w innej atmosferze z innymi ludźmi i był też w tym cel. Pomogło mi to przejść przez trudny okres w życiu. Brałam udział w spektaklu i odżyłam. Nie lubiłam wcześniej teatru. Dzięki temu czego doświadczyłam, zmieniłam zdanie. Rodzina pomyślała, że zwariowałam do reszty, bo nie dość, że w teatrze to jeszcze gra kosmitkę. A ja czułam się z tym bardzo dobrze. Mówiłam ze sceny, że chce żyć. Uważam, że działania artystyczne są bardzo potrzebne. Ratują ludziom życie. I do zobaczenia na spektaklu, musi Pani go zobaczyć. To bardzo ważne.

6

Epilog

–  Chcemy promować tym filmem aktywność seniorów i działania międzypokoleniowe – podkreśla Emilia. – Pokazywaliśmy go na festiwalu „Oko nigdy nie śpi” organizowanym przez Fundacje Kultury Rozruch, która była naszą organizacją wspierającą. Kolejny zaplanowany pokaz mamy już we wrześniu na Mińskiej w Bydgoszczy w Domu Pomocy Społecznej. Stamtąd jest dwóch uczestników naszego projektu. Roześlemy go do znanych nam UTW i organizacji, które pracują z seniorami. Dodatkowo zależy nam na pokazie w kinie studyjnym w Bydgoszczy, przy okazji działań bydgoskich grup filmowych. Chcemy  wykorzystać go jako przykład współpracy międzypokoleniowej do prowadzenia warsztatów filmowych z licealistami i gimnazjalistami. Myślę, że dodatkowe sytuacje przyjdą same.

Realizację projektu dofinansowano ze środków programu „Seniorzy w akcji” Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności i Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę”. Współorganizator: Teatr Polski w Bydgoszczy.
Organizacja wspierająca: Fundacja Kultury Rozruch. Partnerzy: Wyższa Szkoła Gospodarki w Bydgoszczy, Miejskie Centrum Kultury w Bydgoszczy.

tekst: Joanna Mikulska

fot. A.Szulc

Data wpisu
19.07.2016

Zobacz także:

1

Szukała osoby, która będzie odpowiedzialna, rzeczowa i słowna. Świetnie gdyby znała się na zarządzaniu ludźmi i w kilku punktach potrafiła powiedzieć: dziś do zrobienia jest to i to. Aby miała charyzmę i ludzie za nią podążali. Większość aktywnych starszych osób to kobiety, więc zależało jej, aby współautorem projektu był mężczyzna.

Spotkali się w 2013 roku w Bydgoszczy przy realizacji projektu międzypokoleniowego „Lustra”, którego efektem były etiudy teatralne prezentowane w Miejskim Centrum Kultury. Kordian Kaniecki był uczestnikiem, a Emilia Malczyk asystentem reżysera, prowadziła warsztaty. Ponownie spotkali się przy projekcie „Teatr tańca 60+” prowadzonym w MCK przez Emilię. 28. czerwca zakończył się ich wspólny projekt „Ruszamy w miasto” skierowany do bydgoskich seniorów.

Seniorzy nie są w pośpiechu

– Oferta dla seniorów w Bydgoszczy była wtedy uboga. Poza tym wszędzie traktowano ich jako odbiorców działań. Chciałam, aby byli twórcami – zaznacza Emilia. –  Jestem instruktorem improwizacji ruchu i symboliki ciała. W moich artystycznych poszukiwaniach wszelkie tematy związane z cielesnością, z niedomaganiem, ze starzeniem, bardzo mnie interesowały. Poza tym byłam młodą mamą z dwójką dzieci. Chciałam pracować w ciągu dnia, aby wieczory mieć wolne. Szukałam czegoś co dawałoby mi możliwość rozwoju, ale zostawiało też przestrzeń na życie rodzinne. Z seniorami dobrze się pracuje, bo mają spokój, dużo czasu, nie ma pośpiechu. To była dość racjonalna decyzja – dodaje.

Kordian całe życie pracował w transporcie na kierowniczych stanowiskach. – Jestem bardzo konkretny i próbowałem wpisać się w wymagania formularza Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę” – wspomina Kordian. Pamiętam, że w aplikacji musieliśmy wszystko dokładnie opisać i nie przekraczać 21 linijek na stronie formatu a4.  Po śmierci żony i przejściu na emeryturę wkręcił się w kulturę. Dział w Bydgoskiej Radzie Seniorów i radzie Kazimierzowskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Jest aktywnym członkiem Teatru Form Różnych „Nasza klasa”. – Bolą mnie pięty jak muszę w domu dłużej siedzieć – przyznaje.

Nazwali swój projekt „Ruszamy w miasto” lub jak dodaje Kordian „wypędzamy emeryta z domu”. Pomysł polega na warsztatach pracy z ciałem łączącym elementy teatru i tańca, które prowadziła Emilia, wzbogaconych o warsztaty twórczego rozwoju prowadzone przez Justynę Guziałek. Kordian organizował pogadanki o ważnych dla seniorów tematach np. o samotności i o seksie. Celem wspólnych działań było  napisanie scenariusza filmu w oparciu o historie uczestników projektu i powstałe na ich kanwie etiudy teatralne..Wszystkie działania podczas trwania projektu: otwieranie się, przełamywanie barier, prowadziło do stworzenia filmu.

2

Bariera nr 1: samotność

Jagoda dowiedziała się o projekcie z audycji radiowej: To był ten wcześniejszy projekt Emilki „Teatr tańca 60+”. Poszłam, bo lubię ruch i zmiany. Spotkałam też dużo kulturalnych ludzi i zostałam. Jestem często osobą samotną, nie samą, ale właśnie samotną. Mąż ma dużo zajęć i spotkania są mi bardzo potrzebne. Bardzo lubię to towarzystwo i wyjście na scenę, ten dreszczyk emocji. Nie wiem skąd to mam, bo z wykształcenia jestem chemikiem, całe życie spędziłam w laboratorium licząc krople. Może w genach? Moim ciotecznym bratem jest Sławomir Mrożek. W filmie nawlekam niebieskie kamyki na sznurek. To metafora naszego życia złożonego z różnych doświadczeń.

Wejście w teatr

Dwa miesiące przed rozpoczęciem zajęć musielizmienić miejsce,  gdzie będą odbywały się warsztaty. Emilia postanowiła spróbować zaprosić do współpracy Teatr Polski w Bydgoszczy. – Współpracowałam z tą instytucją wcześniej. Ma bardzo fajną infrastrukturę, lokalizację, przystosowany jest dla osób starszych i niepełnosprawnych, ale też nie jest to ulubione miejsce seniorów. Program społeczno-polityczny jest trudny i forma spektakli też nie jest dla wszystkich. Poszłam z zapytaniem do sekretariatu. Poproszono mnie o wysłanie maila ze szczegółami, więc trochę zwątpiłam. Ale dwa dni później dyrektor do mnie zadzwonił i zaprosił nas na spotkanie. Byliśmy bardzo przekonani do tego co robimy. To była nasza siła. – dodaje.

Pierwsze zajęcia odbyły się 12 października. Przyszło na nie ponad 20 osób. Od października spotykali się regularnie 2 razy w tygodniu. Zajęcia nie zawsze odbywały się w sali prób. Czasem też przy stołach w małym foyer, które rozdziela hotel od części teatru. – Dużo osób tamtędy przechodziło. Między innymi serbska reżyserka Anja Sušą, która mieszkała w hotelu i przygotowywała spektakl „Krew na kocim gardle”. Nie sposób było nas niezauważyć. Któregoś razu nawet nasza uczestniczka Halinka wymieniła się z nią spojrzeniami i uśmiechami.  – opowiada Emilia. Wkrótce reżyserka zaprosiła na próbę wszystkich, którzy są chętni do bycia statystami. Zgłosiło się 10 osób. Anja miała wybrać dwie, ale zgodziła się na wszystkich. Dla seniorów było to jednak duże wyzwanie. W marcu próby odbywały się codziennie od 11 do 15.00 potem od 18 do 22.00. Z całej grupy projektu „Ruszamy w miasto” w spektaklu gra 8 osób.

3

Bariera nr 2: brak akceptacji

Grażyna znalazła artykuł w gazecie: Bardzo mi się podobała wypowiedzi Emilki, o tym że najważniejsze w projekcie jest sama możliwość spotkania się w przyjazdnym gronie. Zachęciło mnie to. Chciałam też poznać teatr od kuchni. Nie sądziłam, że dotrwam do finału naszych działań.

Miałam trudne małżeństwo. Rozstałam się z mężem, który zdeptał moje poczucie wartości. Mam wadę postawy i z tego powodu często słyszałam od niego dużo niemiłych słów, a przecież na siłę go do ołtarza nie zaprowadziłam. W trakcie projektu nigdy nie usłyszałam negatywnej uwagi. Wyprostowałam się. Poczułam się mocniejsza i uwierzyłam, że ten człowiek nie miał racji. Gdy wracałam do domu często pukałam się w głowę: co ja wyprawiam? Ale odkryłam, że sprawia mi to przyjemność, a na scenie nawet nie miałam tremy. Nie wstydzę się już wyjść do ludzi. Dodatkowo Emilia ma do nas wspaniałe podejście. Traktuje nas jak rówieśników, a my czujemy się jak trzydziestolatkowie.

Międzypokoleniowość w grupie 60+

Najmłodsza uczestniczka w grupie ma 57 lat, a najstarszy uczestnik 83. On mógłby być jej ojcem. Świetnie sobie pomagali. Kiedy Sławek musiał kupić kurtkę, a miał tylko 200 zł, poszła z nim Basia. Spędzili razem kilka godzina na mieście w poszukiwaniach. – Irytuje mnie, że zwraca się uwagę tylko na międzypokoleniowe relacje między babcią a wnuczkiem, a zapomina, że w grupie 60+ też możemy mieć relacje międzypokoleniowe. – zaznacza Emilia. – Nikt nie widzi tego problemu. – potwierdza Kordian. – Dzieci są zajęte karierą, rozwojem, próbują podrzucać wnuki i, ale nie ma relacji pomiędzy dziećmi i rodzicami. Brakuje tych niedzielnych obiadków. Odczuwam to bezpośrednio na sobie. Na spotkanie muszę umawiać się z moją córką i zięciem na 2 lub 3 tygodnie wcześniej. Dawniej wchodziłem do nich do mieszkania kiedy chciałem i oni do mnie. Zupełnie inne kryteria są teraz. Córka dzwoni i mówi: „Tata trzy dni i Ty się nie odzywasz”. A ja jej na to: „Przecież telefon działa w dwie strony”.

4

Bariera nr 3: obowiązki rodzinne

Monika: Całe życie marzyłam, aby statystować. Zawsze mnie bardziej ciekawili Ci ludzie, którzy idą w tle po ulicy, niż pierwszoplanowi aktorzy. Teraz już wiem jak to jest, bo gram w spektaklu „Krew na kocim gardle”. Jestem statystką, ale z prawem głosu!

10 lat temu jak poszłam na emeryturę, córka i syn mieli wypadki. Zajęłam się wnukami  i właściwie niczym innym. Gdy został mi tylko jeden wnuk do opieki powiedziałam stop. Postanowiłam, że potrzebuje choć dnia urlopu w tygodniu. Rodzina była zaskoczona, ale wreszcie mam przyjemność z życia. Otworzyłam się na siebie. Widujemy się raz w tygodniu, ale człowiek czeka na te spotkania. Jest raźniej.

Ruszamy w miasto

– Poza teatrem widać nas też w przestrzeni miasta – dodaje Emilia. – Nasi uczestnicy są ambasadorami działań społecznych w swoich społecznościach. Nie maja problemu, aby zaprosić sąsiadów i posadzić  razem kwiaty, czy wystawić przed blok ławki i je wspólnie pomalować.

Finał projektu z prezentacją filmu i koncertem został zorganizowany w nowej, bydgoskiej kawiarni, która dysponuje wewnętrznym podwórkiem. Była to największa impreza w tym miejscu, poza koncertami hip-hopowymi. – Wszystko zależy jakie mamy granice w głowie, jak ciasno tam jest – przyznaje Emilia. – Nie wiem dlaczego taka nowa, fajna kawiarnia ma być tylko dla młodych. Na nasze kolejne działania dostaliśmy od nich sale za darmo. Uczestniczy zostają spotykają się tam na obiady lub na piwo.

5

Bariera nr 4: codzienność

Halinkę na warsztaty wyciągnęły dwie przyjaciółki. I jakie to było dobre! Dużo ruchu w ciele i dobry wpływ na psyche. Ważne dla mnie było to, że mogłam wyjść z domu, być w innej atmosferze z innymi ludźmi i był też w tym cel. Pomogło mi to przejść przez trudny okres w życiu. Brałam udział w spektaklu i odżyłam. Nie lubiłam wcześniej teatru. Dzięki temu czego doświadczyłam, zmieniłam zdanie. Rodzina pomyślała, że zwariowałam do reszty, bo nie dość, że w teatrze to jeszcze gra kosmitkę. A ja czułam się z tym bardzo dobrze. Mówiłam ze sceny, że chce żyć. Uważam, że działania artystyczne są bardzo potrzebne. Ratują ludziom życie. I do zobaczenia na spektaklu, musi Pani go zobaczyć. To bardzo ważne.

6

Epilog

–  Chcemy promować tym filmem aktywność seniorów i działania międzypokoleniowe – podkreśla Emilia. – Pokazywaliśmy go na festiwalu „Oko nigdy nie śpi” organizowanym przez Fundacje Kultury Rozruch, która była naszą organizacją wspierającą. Kolejny zaplanowany pokaz mamy już we wrześniu na Mińskiej w Bydgoszczy w Domu Pomocy Społecznej. Stamtąd jest dwóch uczestników naszego projektu. Roześlemy go do znanych nam UTW i organizacji, które pracują z seniorami. Dodatkowo zależy nam na pokazie w kinie studyjnym w Bydgoszczy, przy okazji działań bydgoskich grup filmowych. Chcemy  wykorzystać go jako przykład współpracy międzypokoleniowej do prowadzenia warsztatów filmowych z licealistami i gimnazjalistami. Myślę, że dodatkowe sytuacje przyjdą same.

Realizację projektu dofinansowano ze środków programu „Seniorzy w akcji” Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności i Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę”. Współorganizator: Teatr Polski w Bydgoszczy.
Organizacja wspierająca: Fundacja Kultury Rozruch. Partnerzy: Wyższa Szkoła Gospodarki w Bydgoszczy, Miejskie Centrum Kultury w Bydgoszczy.

tekst: Joanna Mikulska

fot. A.Szulc

">