Najważniejsze, by robić rzeczy wystarczająco dobrze / HISTORIE PROJEKTÓW

Z Urszulą Zalewską i Agnieszką Płoską, liderkami projektu „Manual Factory. Dzierganie z sercem”, który w 2017 roku brał udział w ścieżce Upowszechnianie – Projekty Modelowe w ramach konkursu „Seniorzy w akcji” rozmawia Agnieszka Pajączkowska, tutorka projektu.

11

 

Grupa seniorek spotyka się w Gdyni, by wzajemnie uczyć się dziergania i wspólnie tworzyć ciepłe, kolorowe koce, skarpety i poncza, które trafiają do pacjentów lokalnego hospicjum oraz do mieszkanek ośrodka dla samotnych matek.

Regularne spotkania, stała, choć stopniowo powiększająca się grupa, dzierganie przy wspólnym stole, któremu towarzyszą rozmowy i budowanie relacji – tak od lat realizuje projekt Ula, do której trzy lata temu dołączyła młoda liderka, Agnieszka. W tym roku w ramach konkursu „Seniorzy w akcji” zostały zaproszone do wypracowania metody, która umożliwi zespołowi Manual Factory nie tylko kontynuowanie działań, ale także podzielenie się zdobytą w ciągu ośmiu lat wiedzą i „przepisem” na udane, potrzebne i ważne społecznie działanie.

W ciągu pół roku Ula z Agnieszką stworzyły scenariusze sześciu krótkich filmików inspirowanych internetowymi tutorialami. Filmiki Manual Factory uczą, jak – od zera, nie mając żadnego doświadczenia z dzierganiem – zrobić pierwszą „łatkę”, czyli element patchworkowego koca. W pracy nad nagraniami wzięły udział seniorki – uczestniczki spotkań Manual Factory – które nie tylko pokazują, jak dziergać, ale przede wszystkim przekazują swoją energię, opowiadają o osobistych motywacjach, tłumaczą, dlaczego warto to robić dla innych, a nie tylko dla siebie.

Efekty pracy można zobaczyć tutaj >>

Manual Factory działa w Gdyni od lat. Co się musiało zdarzyć, abyście poczuły się gotowe do dzielenia się wiedzą?

Aga: My w ogóle nie byłyśmy na to gotowe (śmiech). Owszem, dzielimy się wiedzą o dzierganiu, zarażamy ludzi tą pasją – ale to się dzieje stale, od lat, podczas naszych spotkań. Gdy zobaczyłyśmy, że mamy możliwość rozwinięcia naszego działania o kolejny element, pomyślałam o kursie online. Zgłosiłyśmy się z tym pomysłem do kolejnej edycji konkursu, a dopiero potem dowiedziałyśmy się, że trafiłyśmy na ścieżkę upowszechniania. Świadomie pewnie byśmy jej nie wybrały.

Ula: Przede wszystkim chciałyśmy kontynuować nasze działania, czyli stałe spotkania naszej grupy. Pomysł, aby w ramach ścieżki upowszechniania podzielić się tym doświadczeniem z szerszą publicznością, był dla nas eksperymentem. Uznałyśmy jednak, że pomysł na kurs online dobrze się w to wpisuje i zgodziłyśmy się spróbować.

Co podlega upowszechnieniu w waszym projekcie?

Ula: W ramach naszej działalności nie organizujemy działań „konsumpcyjnych” – polegających na tym, że można przyjść, skorzystać i wyjść. Zależy nam nie tylko na dostarczeniu seniorom rozrywki, ale i na tym, by czuli się potrzebni. Przyjemność można czerpać ze spotkania i zdobywania nowych umiejętności, a także z robienia czegoś dla innych. Myślę, że to jest wyjątkowe – i tym także chcemy się dzielić.

W waszym przypadku podstawowa zasada spotkań przy stole i wspólnego dziergania zakłada uczenie się od siebie nawzajem i zapraszanie do tego stołu nowych osób. Co się musiało wydarzyć, abyście dostrzegły w waszym doświadczeniu metodę, którą warto się dzielić?

Ula: To dzięki pojawieniu się w naszym gronie Agnieszki dostrzegłyśmy, że to, co robimy od lat, jest jakąś metodą, że jest unikalne. Agnieszka spojrzała na nasze działanie z boku, na świeżo, okiem młodego pokolenia, aktywnego zawodowo. I pozwoliła zobaczyć wyjątkowość tego, co dla nas było naturalne.

Aga: Rzeczywiście, zawodowo zajmowałam się wtedy crowdfundingiem i wprowadziłam do fundacji swoją zawodową perspektywę biznesową, choć do projektu dołączyłam jako wolontariuszka. W związku z tym, że sama korzystam z różnych kursów online, a internetem zajmuję się profesjonalnie, było dla mnie naturalne, aby do skalowania zaproponować właśnie to narzędzie. Chcieliśmy nauczyć ludzi dziergać i zachęcić, by robili to społecznie, by robili to też dla innych.

1

Ula: Bardzo uważnie słucham tego, co Agnieszka mówi. Bo jej spojrzenie jest inne niż większości z nas, seniorek. To niezwykle ważne, aby dopuszczać do siebie różnorodność – także tę, którą przynoszą młode osoby. Przecież żadna z nas nie wpadłaby na pomysł kursu online, bo pewnie żadna z nas nigdy z takiego narzędzia nie korzystała.

Aga: Chciałam zaeksperymentować, zobaczyć, czy ludziom się to spodoba. Komercyjnych kursów online dotyczących dziergania jest sporo, ale nie są dobrze zrobione. Poza tym – my mamy do „sprzedania” ten pomysł na dzierganie społeczne.

A myślałyście o innym sposobie upowszechnienia waszego projektu?

Aga: Wyobrażam sobie cykl objazdowych warsztatów w całej Polsce: zapraszamy lokalne grupy, pokazujemy, jak zacząć robótkę, opowiadamy o naszych doświadczeniach, pomagamy dostrzec w swojej okolicy osoby, dla których mogliby dziergać. Mogłybyśmy też pomóc w założeniu grupy podobnej do naszej. Może to jeszcze przed nami – filmiki, które zrobiłyśmy, na pewno by w tym pomogły.

Czy łatwo było wam zejść z waszego eksperckiego poziomu – tworzenia najbardziej skomplikowanych ściegów – do poziomu, w którym w jednym z filmików tłumaczycie, jak zacząć robótkę? To trochę tak, jakby profesor literatury miał uczyć alfabetu w przedszkolu. Jak udało się wam to osiągnąć?

Aga: Musi pojawić się ktoś, kto totalnie nie kuma – czyli ja. Nie umiem dziergać, więc to ja pisałam scenariusze do kolejnych filmików. W taki sposób, aby dla laika było to zrozumiałe krok po kroku. Podczas kręcenia cały czas sprawdzałam, czy nie brakuje żadnego etapu, którego doświadczona osoba niemal nie zauważa, bo dla niej jest oczywisty.

Ula: Trzeba mieć takiego królika doświadczalnego (śmiech).

Jakich cech charakteru waszym zdaniem wymaga dzielenie się umiejętnościami z osobami, które dopiero zaczynają swoją drogę?

Ula: Potrzebne jest poczucie humoru. Chciałyśmy, aby nasze filmiki były dowcipne, lekkie, aby przyjemnie się je oglądało. I takie właśnie są – zabawne, a zarazem jeśli ktoś się skupi, będzie je oglądał powoli, zatrzymywał – to będzie w stanie się nauczyć. Chociaż w tych filmikach jest pewnie jedna setna naszej wiedzy. Pamiętam, że gdy pierwszy raz robiłyśmy projekt w ramach „Seniorów w akcji”, to w przeciągu czterech miesięcy panie, które nigdy nie dziergały, nauczyły się robić skarpetki. Udało się to po pierwsze dlatego, że atmosfera była przyjazna i pozytywna, a po drugie – dlatego że one chciały się tego nauczyć. Jeśli ktoś chce i wierzy, to – nawet gdy popełnia błędy albo idzie mu to wolno – uczenie się sprawia przyjemność. Trzeba lubić ludzi, nie można mieć przeświadczenia o swojej wyższości. Dla mnie najważniejsze jest to, aby nasze działania były przyjemnością – i dla mnie, i dla uczestników. Stąd nasze cztery zasady: że podczas spotkań nie rozmawiamy o polityce, o religii, o chorobach i o dzieciach.

Aga: W Manual Factory biorą udział osoby, które chcą – chcą się uczyć i chcą robić coś dla innych. To jest warunek konieczny na wstępie. Wierzę, że przyciągasz do siebie ludzi, którzy są do ciebie w pewnym sensie podobni.

Czy myślicie, że umiejętności społecznych można uczyć tak samo jak nawlekania oczek?

Ula: Kiedyś na spotkaniu jedna z pań opowiadała, jak jej wnuk się z niej śmieje, że ona wciąż biega na to dzierganie. I to mnie uderzyło. Zaczęłyśmy rozmawiać, jak przekazać innym, co tak naprawdę robimy. W tych filmikach widać ślad tych rozmów. Mnie aż dech zaparło, gdy zobaczyłam, jak one są dumne z tego, co robią. Bardzo istotna jest świadomość samych uczestników takiego działania – że to działanie jest społeczne.

Aga: My jako zarząd fundacji cały czas się uczymy – od umiejętności liderskich, po wystąpienia publiczne i zarządzanie. Przynosimy to naszym uczestniczkom, które uczą się tego od nas – przez sposób, w jaki komunikujemy, co proponujemy.

Wyobraźcie sobie, że miałybyście poprowadzić warsztat dla grupy liderów, którego celem byłoby przekazanie im umiejętności takiego projektowania lokalnych działań, aby miały one komponent społeczny. Jak byście to zrobiły?

Aga: Pokazałabym historie wybranych osób i projektów, także korzystając z naszego doświadczenia. Zaczęłabym od tego, aby pokazać efekty naszych działań – i historie konkretnych osób. Wtedy zwykle zaczyna się inspiracja.

Ula: Ja bym zapytała, po co chcą zrealizować swój pomysł. Skłoniłabym ich, aby sami sprawdzili, czy ich projekt ma komponent społeczny. Pokazałabym im przykładowy projekt o takim charakterze i poprosiła, by sprawdzili różnice między nim a własnym pomysłem. Ale to oni sami muszą dostrzec.

W upowszechnianiu nie chodzi o rozprzestrzenienie samych narzędzi, ale także idei – że mamy to robić po coś, nie tylko dla przyjemności własnej (choć to też), ale z myślą o potrzebach innych. Jak podać to dalej?

Aga: Na szkoleniu chyba nie można się tego nauczyć. Z działaniem społecznym jest tak, że albo ludzie mają tę energię w sobie i pociągną za tym innych, albo nie. Dlatego ważna jest inspiracja – nie zmienisz nikogo na siłę. Ale możesz opowiedzieć własną historię, podzielić się własnym doświadczeniem i w ten sposób zachęcić kogoś, aby też spróbował. Ale to ta osoba musi znaleźć w sobie gotowość.

Ula: Trzeba też wyważać proporcje w komunikacji. Bo kiedy ktoś słyszy „działanie społeczne”, to czasami boi się patosu – zwłaszcza moje pokolenie. Trzeba szukać równowagi między własną przyjemnością a społecznym oddziaływaniem.

A jak było z waszymi ambicjami? Planowałyście początkowo profesjonalny kurs online, który ostatecznie przyjął formę sześciu filmików. Jak znaleźć balans między tym, co początkowo chce się zrobić a tym, co okazuje się realne?

Aga: To jest praca nad sobą. My jesteśmy ambitne – takie „panie perfekcyjne”. W mojej wyobraźni kurs online oznaczał tysiące lekcji i tysiące i tysiące subskrybentów. Początkowo byłam pewna, że jesteśmy w stanie to zrobić, że nic mniejszego nie ma sensu. A potem okazało się, że mamy na to wszystko 790 złotych… Całe szczęście, wtedy spotkałyśmy się z tobą i zadałaś nam kilka kluczowych pytań. Zrozumiałam, że do osiągnięcia naszego celu wystarczy sześć lekcji po pięć minut. I to jest wystarczająco dobre. „Wystarczająco dobre” to dla mnie kluczowe hasło – uczę się tego w życiu zawodowym i w życiu prywatnym. Staram się doceniać małe kroki, być wdzięczną za to, co mam i nie oczekiwać od razu maksimum. Jeśli na nasz kurs mają zapisać się ludzie, to zacznijmy od trzydziestu. Chodzi o to, aby znaleźć minimum, które będzie dla ciebie wystarczające, aby zrealizować projekt i mieć z niego poczucie dumy i sukcesu. Oczywiście, to się łatwo radzi innym, ale bardzo trudno to zastosować do siebie. Dlatego realizacja takiego projektu to przede wszystkim praca nad sobą.

Ula: Czasami mówię, że jeśli chociaż jednemu człowiekowi zmienię życie na trochę lepsze, to już mam osiągnięty cel. Każde społeczne działanie jest równie ważne – dla mnie nasze dzierganie jest tak samo ważne jak to, co robi Janina Ochojska czy Jurek Owsiak. Tylko skala jest inna. Jej zwiększanie może i powinno być stopniowe.

Aga, kiedyś powiedziałaś w naszej rozmowie: „lepiej mieć gotowe niż perfekcyjne”. Przy nowych wyzwaniach mogą pojawiać się trudności – u was się pojawiły, niezależne od was. Wtedy okazało się, że najważniejsza jest otwarta komunikacja – nazywanie swoich potrzeb, problemów, proszenie o pomoc lub przesunięcie terminu, szukanie alternatywy, wariantów. Ale by to było możliwe, ludzie muszą mówić wprost.

Ula: Myśmy sobie od początku powiedziały, która z nas odpowiada za którą część projektu i o czym decyduje. Możemy nawzajem liczyć na swoje wsparcie, ale wiadomo, w którym obszarze projektu która z nas ma rolę osoby odpowiedzialnej, a która wspierającej.

Aga: Tak, ale bardzo ważne jest też umówienie się na zasady komunikacji ze współpracownikami, z partnerami, z wykonawcami. Bez względu na to, czy jesteśmy kolegami, czy się znamy, czy nie, warto spisać sobie konkretne zadania, cele, daty, ustalenia – i umówić się na ich przestrzeganie lub, w razie potrzeby, wprowadzenie zmian. Najgorsze jest unikanie kontaktu, gdy coś dzieje się nie tak – warto już na wstępie sobie powiedzieć, że gdy pojawią się jakieś nieprzewidziane trudności, będziemy o nich otwarcie rozmawiać i wspólnie szukać rozwiązania.

Co wam dało to doświadczenie pracy nad upowszechnieniem waszego pomysłu?

Ula: Jestem przeszczęśliwa, bo filmiki są rewelacyjne i jestem z nich bardzo dumna. Podoba mi się, że nie są perfekcyjne. Ale to „podawanie dalej” się nie skończyło, bo już mam zaproszenia w Polskę, opowiadam o tym projekcie także na forach międzynarodowych. Bardzo się cieszę, że uczę się nowych rzeczy.

Aga: Czuję się bogatsza o kolejne doświadczenie. Przetestowałam pomysł na działanie online. Zobaczyłam, że komunikacja i ustalanie zasad współpracy są bardzo ważne i z tym zostaję na przyszłość. Nauczyłam się też, że nie ma czegoś takiego, jak „bycie gotową”. Trzeba ruszyć, gdy ma się na to odwagę, trzeba ją w sobie znaleźć. Zawsze można zrobić coś lepiej, ale chodzi o to, aby być wystarczająco gotową, by zrobić pierwszy krok.

WIĘCEJ O KURSIE ONLINE >>

13


Projekt „Manual Factory. Dzierganie z sercem” realizowany jest w ramach ścieżki „Upowszechnianie. Projekty Modelowe”. Ścieżka ta jest dedykowana absolwentom konkursu „Seniorzy w akcji”, których dotychczasowe działania przyniosły ważne społecznie rezultaty. Jej celem jest poszerzanie oddziaływania projektów na społeczności lokalne, a także opracowanie narzędzi do dzielenia się z innymi wiedzą, doświadczeniem i wypracowanymi metodami.
Wyboru projektów dokonuje Towarzystwo Inicjatyw Twórczych „ę” i Polsko-Amerykańska Fundacja Wolności w oparciu o analizę dotychczasowych działań. Od 2016 r. do tej ścieżki zapraszani są autorzy 2–3 projektów.

Data wpisu
24.10.2017

Zobacz także:

Z Urszulą Zalewską i Agnieszką Płoską, liderkami projektu „Manual Factory. Dzierganie z sercem”, który w 2017 roku brał udział w ścieżce Upowszechnianie – Projekty Modelowe w ramach konkursu „Seniorzy w akcji” rozmawia Agnieszka Pajączkowska, tutorka projektu.

11

 

Grupa seniorek spotyka się w Gdyni, by wzajemnie uczyć się dziergania i wspólnie tworzyć ciepłe, kolorowe koce, skarpety i poncza, które trafiają do pacjentów lokalnego hospicjum oraz do mieszkanek ośrodka dla samotnych matek.

Regularne spotkania, stała, choć stopniowo powiększająca się grupa, dzierganie przy wspólnym stole, któremu towarzyszą rozmowy i budowanie relacji – tak od lat realizuje projekt Ula, do której trzy lata temu dołączyła młoda liderka, Agnieszka. W tym roku w ramach konkursu „Seniorzy w akcji” zostały zaproszone do wypracowania metody, która umożliwi zespołowi Manual Factory nie tylko kontynuowanie działań, ale także podzielenie się zdobytą w ciągu ośmiu lat wiedzą i „przepisem” na udane, potrzebne i ważne społecznie działanie.

W ciągu pół roku Ula z Agnieszką stworzyły scenariusze sześciu krótkich filmików inspirowanych internetowymi tutorialami. Filmiki Manual Factory uczą, jak – od zera, nie mając żadnego doświadczenia z dzierganiem – zrobić pierwszą „łatkę”, czyli element patchworkowego koca. W pracy nad nagraniami wzięły udział seniorki – uczestniczki spotkań Manual Factory – które nie tylko pokazują, jak dziergać, ale przede wszystkim przekazują swoją energię, opowiadają o osobistych motywacjach, tłumaczą, dlaczego warto to robić dla innych, a nie tylko dla siebie.

Efekty pracy można zobaczyć tutaj >>

Manual Factory działa w Gdyni od lat. Co się musiało zdarzyć, abyście poczuły się gotowe do dzielenia się wiedzą?

Aga: My w ogóle nie byłyśmy na to gotowe (śmiech). Owszem, dzielimy się wiedzą o dzierganiu, zarażamy ludzi tą pasją – ale to się dzieje stale, od lat, podczas naszych spotkań. Gdy zobaczyłyśmy, że mamy możliwość rozwinięcia naszego działania o kolejny element, pomyślałam o kursie online. Zgłosiłyśmy się z tym pomysłem do kolejnej edycji konkursu, a dopiero potem dowiedziałyśmy się, że trafiłyśmy na ścieżkę upowszechniania. Świadomie pewnie byśmy jej nie wybrały.

Ula: Przede wszystkim chciałyśmy kontynuować nasze działania, czyli stałe spotkania naszej grupy. Pomysł, aby w ramach ścieżki upowszechniania podzielić się tym doświadczeniem z szerszą publicznością, był dla nas eksperymentem. Uznałyśmy jednak, że pomysł na kurs online dobrze się w to wpisuje i zgodziłyśmy się spróbować.

Co podlega upowszechnieniu w waszym projekcie?

Ula: W ramach naszej działalności nie organizujemy działań „konsumpcyjnych” – polegających na tym, że można przyjść, skorzystać i wyjść. Zależy nam nie tylko na dostarczeniu seniorom rozrywki, ale i na tym, by czuli się potrzebni. Przyjemność można czerpać ze spotkania i zdobywania nowych umiejętności, a także z robienia czegoś dla innych. Myślę, że to jest wyjątkowe – i tym także chcemy się dzielić.

W waszym przypadku podstawowa zasada spotkań przy stole i wspólnego dziergania zakłada uczenie się od siebie nawzajem i zapraszanie do tego stołu nowych osób. Co się musiało wydarzyć, abyście dostrzegły w waszym doświadczeniu metodę, którą warto się dzielić?

Ula: To dzięki pojawieniu się w naszym gronie Agnieszki dostrzegłyśmy, że to, co robimy od lat, jest jakąś metodą, że jest unikalne. Agnieszka spojrzała na nasze działanie z boku, na świeżo, okiem młodego pokolenia, aktywnego zawodowo. I pozwoliła zobaczyć wyjątkowość tego, co dla nas było naturalne.

Aga: Rzeczywiście, zawodowo zajmowałam się wtedy crowdfundingiem i wprowadziłam do fundacji swoją zawodową perspektywę biznesową, choć do projektu dołączyłam jako wolontariuszka. W związku z tym, że sama korzystam z różnych kursów online, a internetem zajmuję się profesjonalnie, było dla mnie naturalne, aby do skalowania zaproponować właśnie to narzędzie. Chcieliśmy nauczyć ludzi dziergać i zachęcić, by robili to społecznie, by robili to też dla innych.

1

Ula: Bardzo uważnie słucham tego, co Agnieszka mówi. Bo jej spojrzenie jest inne niż większości z nas, seniorek. To niezwykle ważne, aby dopuszczać do siebie różnorodność – także tę, którą przynoszą młode osoby. Przecież żadna z nas nie wpadłaby na pomysł kursu online, bo pewnie żadna z nas nigdy z takiego narzędzia nie korzystała.

Aga: Chciałam zaeksperymentować, zobaczyć, czy ludziom się to spodoba. Komercyjnych kursów online dotyczących dziergania jest sporo, ale nie są dobrze zrobione. Poza tym – my mamy do „sprzedania” ten pomysł na dzierganie społeczne.

A myślałyście o innym sposobie upowszechnienia waszego projektu?

Aga: Wyobrażam sobie cykl objazdowych warsztatów w całej Polsce: zapraszamy lokalne grupy, pokazujemy, jak zacząć robótkę, opowiadamy o naszych doświadczeniach, pomagamy dostrzec w swojej okolicy osoby, dla których mogliby dziergać. Mogłybyśmy też pomóc w założeniu grupy podobnej do naszej. Może to jeszcze przed nami – filmiki, które zrobiłyśmy, na pewno by w tym pomogły.

Czy łatwo było wam zejść z waszego eksperckiego poziomu – tworzenia najbardziej skomplikowanych ściegów – do poziomu, w którym w jednym z filmików tłumaczycie, jak zacząć robótkę? To trochę tak, jakby profesor literatury miał uczyć alfabetu w przedszkolu. Jak udało się wam to osiągnąć?

Aga: Musi pojawić się ktoś, kto totalnie nie kuma – czyli ja. Nie umiem dziergać, więc to ja pisałam scenariusze do kolejnych filmików. W taki sposób, aby dla laika było to zrozumiałe krok po kroku. Podczas kręcenia cały czas sprawdzałam, czy nie brakuje żadnego etapu, którego doświadczona osoba niemal nie zauważa, bo dla niej jest oczywisty.

Ula: Trzeba mieć takiego królika doświadczalnego (śmiech).

Jakich cech charakteru waszym zdaniem wymaga dzielenie się umiejętnościami z osobami, które dopiero zaczynają swoją drogę?

Ula: Potrzebne jest poczucie humoru. Chciałyśmy, aby nasze filmiki były dowcipne, lekkie, aby przyjemnie się je oglądało. I takie właśnie są – zabawne, a zarazem jeśli ktoś się skupi, będzie je oglądał powoli, zatrzymywał – to będzie w stanie się nauczyć. Chociaż w tych filmikach jest pewnie jedna setna naszej wiedzy. Pamiętam, że gdy pierwszy raz robiłyśmy projekt w ramach „Seniorów w akcji”, to w przeciągu czterech miesięcy panie, które nigdy nie dziergały, nauczyły się robić skarpetki. Udało się to po pierwsze dlatego, że atmosfera była przyjazna i pozytywna, a po drugie – dlatego że one chciały się tego nauczyć. Jeśli ktoś chce i wierzy, to – nawet gdy popełnia błędy albo idzie mu to wolno – uczenie się sprawia przyjemność. Trzeba lubić ludzi, nie można mieć przeświadczenia o swojej wyższości. Dla mnie najważniejsze jest to, aby nasze działania były przyjemnością – i dla mnie, i dla uczestników. Stąd nasze cztery zasady: że podczas spotkań nie rozmawiamy o polityce, o religii, o chorobach i o dzieciach.

Aga: W Manual Factory biorą udział osoby, które chcą – chcą się uczyć i chcą robić coś dla innych. To jest warunek konieczny na wstępie. Wierzę, że przyciągasz do siebie ludzi, którzy są do ciebie w pewnym sensie podobni.

Czy myślicie, że umiejętności społecznych można uczyć tak samo jak nawlekania oczek?

Ula: Kiedyś na spotkaniu jedna z pań opowiadała, jak jej wnuk się z niej śmieje, że ona wciąż biega na to dzierganie. I to mnie uderzyło. Zaczęłyśmy rozmawiać, jak przekazać innym, co tak naprawdę robimy. W tych filmikach widać ślad tych rozmów. Mnie aż dech zaparło, gdy zobaczyłam, jak one są dumne z tego, co robią. Bardzo istotna jest świadomość samych uczestników takiego działania – że to działanie jest społeczne.

Aga: My jako zarząd fundacji cały czas się uczymy – od umiejętności liderskich, po wystąpienia publiczne i zarządzanie. Przynosimy to naszym uczestniczkom, które uczą się tego od nas – przez sposób, w jaki komunikujemy, co proponujemy.

Wyobraźcie sobie, że miałybyście poprowadzić warsztat dla grupy liderów, którego celem byłoby przekazanie im umiejętności takiego projektowania lokalnych działań, aby miały one komponent społeczny. Jak byście to zrobiły?

Aga: Pokazałabym historie wybranych osób i projektów, także korzystając z naszego doświadczenia. Zaczęłabym od tego, aby pokazać efekty naszych działań – i historie konkretnych osób. Wtedy zwykle zaczyna się inspiracja.

Ula: Ja bym zapytała, po co chcą zrealizować swój pomysł. Skłoniłabym ich, aby sami sprawdzili, czy ich projekt ma komponent społeczny. Pokazałabym im przykładowy projekt o takim charakterze i poprosiła, by sprawdzili różnice między nim a własnym pomysłem. Ale to oni sami muszą dostrzec.

W upowszechnianiu nie chodzi o rozprzestrzenienie samych narzędzi, ale także idei – że mamy to robić po coś, nie tylko dla przyjemności własnej (choć to też), ale z myślą o potrzebach innych. Jak podać to dalej?

Aga: Na szkoleniu chyba nie można się tego nauczyć. Z działaniem społecznym jest tak, że albo ludzie mają tę energię w sobie i pociągną za tym innych, albo nie. Dlatego ważna jest inspiracja – nie zmienisz nikogo na siłę. Ale możesz opowiedzieć własną historię, podzielić się własnym doświadczeniem i w ten sposób zachęcić kogoś, aby też spróbował. Ale to ta osoba musi znaleźć w sobie gotowość.

Ula: Trzeba też wyważać proporcje w komunikacji. Bo kiedy ktoś słyszy „działanie społeczne”, to czasami boi się patosu – zwłaszcza moje pokolenie. Trzeba szukać równowagi między własną przyjemnością a społecznym oddziaływaniem.

A jak było z waszymi ambicjami? Planowałyście początkowo profesjonalny kurs online, który ostatecznie przyjął formę sześciu filmików. Jak znaleźć balans między tym, co początkowo chce się zrobić a tym, co okazuje się realne?

Aga: To jest praca nad sobą. My jesteśmy ambitne – takie „panie perfekcyjne”. W mojej wyobraźni kurs online oznaczał tysiące lekcji i tysiące i tysiące subskrybentów. Początkowo byłam pewna, że jesteśmy w stanie to zrobić, że nic mniejszego nie ma sensu. A potem okazało się, że mamy na to wszystko 790 złotych… Całe szczęście, wtedy spotkałyśmy się z tobą i zadałaś nam kilka kluczowych pytań. Zrozumiałam, że do osiągnięcia naszego celu wystarczy sześć lekcji po pięć minut. I to jest wystarczająco dobre. „Wystarczająco dobre” to dla mnie kluczowe hasło – uczę się tego w życiu zawodowym i w życiu prywatnym. Staram się doceniać małe kroki, być wdzięczną za to, co mam i nie oczekiwać od razu maksimum. Jeśli na nasz kurs mają zapisać się ludzie, to zacznijmy od trzydziestu. Chodzi o to, aby znaleźć minimum, które będzie dla ciebie wystarczające, aby zrealizować projekt i mieć z niego poczucie dumy i sukcesu. Oczywiście, to się łatwo radzi innym, ale bardzo trudno to zastosować do siebie. Dlatego realizacja takiego projektu to przede wszystkim praca nad sobą.

Ula: Czasami mówię, że jeśli chociaż jednemu człowiekowi zmienię życie na trochę lepsze, to już mam osiągnięty cel. Każde społeczne działanie jest równie ważne – dla mnie nasze dzierganie jest tak samo ważne jak to, co robi Janina Ochojska czy Jurek Owsiak. Tylko skala jest inna. Jej zwiększanie może i powinno być stopniowe.

Aga, kiedyś powiedziałaś w naszej rozmowie: „lepiej mieć gotowe niż perfekcyjne”. Przy nowych wyzwaniach mogą pojawiać się trudności – u was się pojawiły, niezależne od was. Wtedy okazało się, że najważniejsza jest otwarta komunikacja – nazywanie swoich potrzeb, problemów, proszenie o pomoc lub przesunięcie terminu, szukanie alternatywy, wariantów. Ale by to było możliwe, ludzie muszą mówić wprost.

Ula: Myśmy sobie od początku powiedziały, która z nas odpowiada za którą część projektu i o czym decyduje. Możemy nawzajem liczyć na swoje wsparcie, ale wiadomo, w którym obszarze projektu która z nas ma rolę osoby odpowiedzialnej, a która wspierającej.

Aga: Tak, ale bardzo ważne jest też umówienie się na zasady komunikacji ze współpracownikami, z partnerami, z wykonawcami. Bez względu na to, czy jesteśmy kolegami, czy się znamy, czy nie, warto spisać sobie konkretne zadania, cele, daty, ustalenia – i umówić się na ich przestrzeganie lub, w razie potrzeby, wprowadzenie zmian. Najgorsze jest unikanie kontaktu, gdy coś dzieje się nie tak – warto już na wstępie sobie powiedzieć, że gdy pojawią się jakieś nieprzewidziane trudności, będziemy o nich otwarcie rozmawiać i wspólnie szukać rozwiązania.

Co wam dało to doświadczenie pracy nad upowszechnieniem waszego pomysłu?

Ula: Jestem przeszczęśliwa, bo filmiki są rewelacyjne i jestem z nich bardzo dumna. Podoba mi się, że nie są perfekcyjne. Ale to „podawanie dalej” się nie skończyło, bo już mam zaproszenia w Polskę, opowiadam o tym projekcie także na forach międzynarodowych. Bardzo się cieszę, że uczę się nowych rzeczy.

Aga: Czuję się bogatsza o kolejne doświadczenie. Przetestowałam pomysł na działanie online. Zobaczyłam, że komunikacja i ustalanie zasad współpracy są bardzo ważne i z tym zostaję na przyszłość. Nauczyłam się też, że nie ma czegoś takiego, jak „bycie gotową”. Trzeba ruszyć, gdy ma się na to odwagę, trzeba ją w sobie znaleźć. Zawsze można zrobić coś lepiej, ale chodzi o to, aby być wystarczająco gotową, by zrobić pierwszy krok.

WIĘCEJ O KURSIE ONLINE >>

13


Projekt „Manual Factory. Dzierganie z sercem” realizowany jest w ramach ścieżki „Upowszechnianie. Projekty Modelowe”. Ścieżka ta jest dedykowana absolwentom konkursu „Seniorzy w akcji”, których dotychczasowe działania przyniosły ważne społecznie rezultaty. Jej celem jest poszerzanie oddziaływania projektów na społeczności lokalne, a także opracowanie narzędzi do dzielenia się z innymi wiedzą, doświadczeniem i wypracowanymi metodami.
Wyboru projektów dokonuje Towarzystwo Inicjatyw Twórczych „ę” i Polsko-Amerykańska Fundacja Wolności w oparciu o analizę dotychczasowych działań. Od 2016 r. do tej ścieżki zapraszani są autorzy 2–3 projektów.

">

Newsletter