Czy technologia może łączyć pokolenia? / HISTORIE PROJEKTÓW

Smartfony, tablety, audiobooki. Jak jedna seniorka o tym usłyszała, to natychmiast powiedziała, że wypisuje się z tych warsztatów. Ta sama osoba na koniec oświadczyła nam, że kupiła już sobie nowy telefon z internetem i surfuje po sieci.

Rozmowa z Joanną Bulandrą, koordynatorką projektu „Bajki Słuchajki, czyli technologia łączy pokolenia” oraz Stanisławem Bulandrą i Bogumiłą Ziołko-Napieralską, współorganizatorami.

37787921415_c99ffe57d9_z

Martyna Śmigiel: „Technologia łączy pokolenia” – to hasło waszego projektu. Ale zwykle technologia raczej dzieli niż łączy, zwłaszcza pokolenia.

Joanna Bulandra:  W projekcie oprócz seniorów–ochotników wzięli także udział mieszkańcy Miejskiego Domu  Pomocy Społecznej. Na początku instytucja deklarowała, że bardzo chętnie weźmie udział w naszych działaniach. A potem okazało się, że seniorzy nagle zaczynają mieć problemy zdrowotne, nie mogą się zaangażować. Czułam pismo nosem, domyśliłam się, że może chodzić o niechęć seniorów do technologii. Wytłumaczyłam, że nikt nie będzie nikogo do niczego zmuszał, że nauka obsługi smartfonów i programów to tylko część naszego projektu, w którym tak naprawdę chodzi o coś innego.

Dali się przekonać?

J.B.:  Zaproponowałam, że przyjadę, wytłumaczę, co i jak. Okazało się, że wśród seniorów z MDPS z tą technologią rzeczywiście jest słabo. Ludzie nie wiedzieli, co to jest smartfon, audiobook, książka elektroniczna, więc zaczęłam takie przedszkolne opowiadanie. Plus zapewnienie, że wcale nie muszą tych tabletów dotykać, ale przecież mogliby poczytać dzieciom, fajnie spędzić czas. Znalazło się kilkoro chętnych.

   26899463059_2801b89387_z

Wspólnie postanowiliście stworzyć ilustrowane audiobooki dla dzieci, pojęcie dotąd na rynku chyba nieznane.

Stanisław Bulandra: – Rzeczywiście, nie ma czegoś takiego w sprzedaży. To audiobooki ze ścieżką dźwiękową, ale i ilustracjami. Seniorzy czytali bajki, dzieci rysowały, razem wszystko nagrywaliśmy i montowaliśmy. W ten sposób chcieliśmy zachęcić seniorów i dzieci do wspólnych działań wykorzystujących możliwości, jakie dają współczesne urządzenia i programy. Seniorzy uczą się używania telefonów czy tabletów, dzieciaki dostrzegają, że na komputerze można robić coś więcej prócz grania. Wspólna nauka, wymiana umiejętności, ale przede wszystkim nawiązanie kontaktu między pokoleniami.

Pierwszy taki audiobook zrobiłaś sama. Dla swojego wnuka Antka.

J.B.:  Często powtarzam, że pomysł wziął się z tęsknoty. Antek mieszka w Trzebnicy za Wrocławiem, to ponad 200 km od Rybnika. Nie widujemy go tak często, jak byśmy chcieli. Rozmowa przez telefon z trzylatkiem jest trudna, bo dziecko nie widzi rozmówcy, szybko się rozprasza. Ale Antek od początku uwielbiał słuchać bajek. Jeszcze niezbyt sprawnie mówił, a już zamęczał innych, żeby mu czytali. Nagrałam więc takie swoje czytanie na telefonie, a plik przesłałam Antkowi. I on to złapał! Zauważyłam jednak, że potrzebuje obrazka, któremu mógłby się przyglądać, ekran nie może wygasnąć, bo wtedy trudniej się skupić. Zeskanowałam więc karty książki, złożyłam je w filmik, dołożyłam ścieżkę dźwiękową z moim głosem. Powstał pierwszy ilustrowany audiobook.

Jak to się stało, że z zabawy z wnukiem powstał projekt dofinansowany w konkursie „Seniorzy w akcji” Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę”?

J.B.:  Nie mam za sobą żadnych podobnych doświadczeń z projektami społecznymi. Oboje z mężem jesteśmy informatykami. Pod koniec lat 80. założyliśmy własną firmę informatyczną, od wielu lat obsługujemy rybnicką bibliotekę publiczną. Pokazaliśmy kiedyś te audiobooki dziewczynom z biblioteki. Zachwyciły się, uznały, że warto to wykorzystać do pracy z dziećmi. Bogusia, która jest społecznikiem i realizuje różne projekty, zaproponowała, by zgłosić się z tym do konkursu.

Wiedzieliście już, kto weźmie udział w waszym projekcie?

Bogumiła Ziołko-Napieralska: – Przy filii biblioteki nr 4, w której pracuję, działa placówka wsparcia dziennego, popularnie zwana świetlicą środowiskową. Chodzą tam dzieciaki z rodzin objętych nadzorem kuratorskim. Pomyśleliśmy, że z instruktorem zajęć plastycznych mogłyby stworzyć rysunki. Założyliśmy też, że zaprosimy do udziału seniorów z MDPS oraz koło emerytów i rencistów nieistniejącej już Huty Silesia.

26899479039_bc15ff6784_z

Łatwo tu znaleźć ludzi aktywnych?

J.B.:  W Rybniku oferta dla seniorów jest bardzo bogata, ale oparta przede wszystkim na atrakcjach dla nich. Siadają, wypijają kawę i uczestniczą w tym, co ktoś dla nich przygotował. Mało jest zajęć, w które zmuszeni byliby sami się zaangażować. Ogromną rolę w dotarciu do seniorów odegrało wsparcie instytucjonalne, ale mieliśmy też kilku uczestników niezrzeszonych w organizacjach. Przy takich projektach trzeba liczyć się z trudnościami w znalezieniu chętnych. Ale trzeba też oswoić się z tym, że nie musi być ich cała rzesza. Warto pomóc choćby grupie osób.

Od czego zaczęliście, gdy już znaleźli się chętni?

S.B.:  Od spotkań zapoznawczych, żeby nie rzucać nikogo na głęboką wodę. Nazwaliśmy je pokazami, bo pokazywaliśmy, jakie możliwości daje współczesny smartfon i jak senior może z niego skorzystać. Może na przykład sprawdzić bazę leków i pójść przygotowanym do apteki, wiedzieć, ile dany lek kosztuje, może sprawdzić dawkowanie, żeby nie zbierać papierowych ulotek, sprawdzić rozkład jazdy autobusów czy pociągów, może nagrać notatkę dźwiękową, jeśli ma problem z zapisaniem czegoś. Założyliśmy, że na pierwszych zajęciach warsztatowych pokażemy, jak nagrywać dźwięk. Chcieliśmy też pójść o krok dalej: zaproponowaliśmy, że jeśli ktoś ma pocztę elektroniczną, to podepniemy ją do smartfona. A jeśli nie ma, to pokażemy, jak ją założyć. I zaczęły się schody. „Jak ja mam założyć konto pocztowe, to wypisuję się z tych warsztatów”. Co ciekawe, dokładnie ta sama osoba powiedziała nam na koniec warsztatów, że kupiła sobie już nowy telefon z internetem i surfuje po sieci.

38675556451_f69ab7cef9_z

Prócz warsztatów informatycznych zorganizowaliście również zajęcia plastyczne.

J.B.:  Seniorzy czytali bajki, a dzieci rysowały, inspirując się tym, czego słuchały. Ale najciekawsze wydarzyło się już przy wspólnej pracy. Zabieraliśmy dzieciaki do MDPS, przywoziliśmy tablety z profesjonalnym oprogramowaniem do nagrywania dźwięku. Dzieciaki niesamowicie poważnie do tego podchodziły, bo dostały odpowiedzialne zadanie, poczuły się ważne. A seniorzy przestali się bać, widzieli, że dzieci trzymają mikrofon, same zapisują pliki na dysku, pomagają. W MDPS usłyszeliśmy, że czegoś takiego u nich jeszcze nie było. Dotąd dzieci przychodziły, mówiły wierszyk, seniorzy siedzieli przy stole, słuchali, a potem wszyscy się rozchodzili. A tutaj zaczęło się przytulanie, rozmowy, dzieci spytały, czy mogą odwiedzać seniorów w ich pokojach. One nie trafiłyby do świetlicy, gdyby miały zapewnioną opiekę emocjonalną ze strony rodziców. Ta bliskość była im potrzebna. Potrzebowaliśmy bardzo dużo rysunków, więc zaprosiliśmy także do współpracy dzieci z przedszkola oraz z pracowni plastycznej przy rybnickim teatrze. Te dzieciaki stworzyły naprawdę fantastyczne, dojrzałe ilustracje.

38619579946_a1c877dbc9_z

Nagrania powtórzyliście w profesjonalnym studiu.

J.B.:  Praca z tabletami miała być tylko wprawką, okazją do nabrania śmiałości. Wszyscy i tak szli do studia stremowani, ale na miejscu głosy się rozluźniły, były powtórki, ale udało się. Niektórzy zasłaniali twarze, słuchając nagrań. Trochę ze wstydu, a trochę ze wzruszenia. Jeden pan nie dojechał do studia. Miał problemy zdrowotne, poruszał się na wózku, ale też trudno mu było się otworzyć. Powiedział, że nie czuje się na siłach i nie będzie nagrywać. Osobiście z nim porozmawiałam, powiedziałam, że nie wyobrażam sobie tego projektu bez niego. Zgodził się. Młody człowiek, który obsługiwał dla nas studio, pojechał do MDPS, z pomocą opiekunek zrobił minikabinę z kołder i materacy, żeby wytłumić dźwięk. Nagranie powstało. A starszy pan zapowiedział, że w kolejnych projektach też weźmie udział.

Został montaż dźwięku z obrazem na komputerze.

J.B.: Nie prosiliśmy dzieci o ilustracje do konkretnych scen, ale o własne impresje. Założyliśmy, że każdy rysunek wykorzystamy, niezależnie od poziomu artystycznego. Bo nie o poziom artystyczny tu chodzi. Mieliśmy kilkaset obrazków. Najpierw chciałam to złożyć sama ze Staszkiem. Ale to byłby ogrom pracy, poza tym mieliśmy się nią dzielić. Napisałam instrukcję, krok po kroku co trzeba zrobić, by złożyć taki film. Z seniorami wolontariuszami nie było problemu, ale Bogusia zaangażowała także emerytów z Silesii, wspólnymi siłami złożyliśmy kilkanaście bajek.

38675598731_5ff4df0aff_z

S.B.: Najpierw chcieliśmy je nagrać w formacie MP4 do odtwarzania na komputerze. Ale potem pomyśleliśmy: co z tymi, którzy nie mają komputera? Wydaliśmy więc płytę DVD z menu, okładką, nawet wkładkę dołożyliśmy. Są tam zdjęcia z powstawania projektu, ale przede wszystkim instrukcja, jak samemu bawić się w bajki słuchajki. I zrobić coś podobnego dla własnych dzieci czy wnuków.

38643468362_4bbedecd0f_z

Powstało piękne, profesjonalne wydawnictwo.

J.B.: Cieszymy się z niego, ale wiemy już, że nie to było w projekcie najważniejsze. Liczy się nie tyle świetnie zrobiona płyta z audiobookiem, ale droga, która do niej prowadzi. I co dzięki niej dostajemy. W takich projektach społecznych nigdy nie jest tak, że coś sobie założymy i realizujemy to krok po kroku, czasem trzeba wziąć na wstrzymanie, bo pracuje się z ludźmi, każdy ma swoje potrzeby, wymagania, bariery. Metoda małych kroków – to działa.

B.Z.-N.:  Ja dzięki temu projektowi nauczyłam się przede wszystkim, że trzeba być otwartym na ludzi. I wsłuchiwać się w ich potrzeby.

38643475572_7009f3c1b7_z

W końcu udało wam się połączyć pokolenia.

J.B.:  Takie porozumienie rodzi się powoli. Kiedyś, zwłaszcza tu na Śląsku, były domy wielopokoleniowe, dzieci były przyzwyczajone do wychowywania się z dziadkami. Dziś jest trudniej dotrzeć do siebie nawzajem, ale okazuje się, że nawet technologia – utrudniająca osobisty kontakt – może w tym pomóc. Warto otworzyć się na siebie, bo pokolenia mogą sobie wiele dać. Zwłaszcza w czasach galopującego postępu technicznego i zmian kulturowych.

S.B.:  Marzy nam się miejsce, w którym młodzi i starsi mogliby robić coś razem, nie tylko przy użyciu technologii. Taka świetlica międzypokoleniowa, w której można dzielić się swoimi umiejętnościami. Już wiemy, że nic nie dzieje się od razu, ale chcielibyśmy swoją energię wykorzystać do powstania takiej przestrzeni.

J.B.: Takimi miejscami nie tylko w Rybniku, ale w całym kraju moglibyśmy sobie rozwiązać sporo problemów społecznych.

Rozmawiała: Martyna Śmigiel

fot. Anna Liminowicz

38619581516_28f8fae2d0_z

Zobacz więcej o projekcie „Bajki słuchajki, czyli technologia łączy pokolenia” >>

Zobacz więcej zdjęć z projektu >>

Strona projektu na facebooku >>

Data wpisu
16.01.2018

Zobacz także:

Zjazd Klubu Ambasadorów w Katowicach

W 2016 roku zaprosiliśmy 20 animatorów 60+, absolwentów konkursu aktywnie działających w swoich społecznościach, do stworzenia Klubu Ambasadorów. Klub skupia osoby chętne do dzielenia się swoimi doświadczeniami, umiejętnościami i osobistą historią społecznego zaangażowania.

Członkowie Klubu uczestniczą w organizowanych przez nas warsztatach, konferencjach, stanowią ważny głos doradczy w rozwijaniu programów Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę”, angażują się we współpracę z mediami przy realizacji kampanii edukacyjnych i społecznych. Spotkania Klubu Ambasadorów są okazją do wymiany doświadczeń ze współpracy z lokalną społecznością i samorządem, aktywności osób starszych i współpracy międzypokoleniowej.

To sieć wyjątkowych ludzi, którzy działają na rzecz otoczenia, rozwijają swoje pasje, dzielą się pomysłami i osobistą historią swojego społecznego zaangażowania. Obecnie klub liczy 26 osób 60+ będących absolwentami programu “Seniorzy w akcji” oraz m.in. ZOOM na Rady Seniorów i Archipelag Pokoleń. Ambasadorzy poprzez wymianę doświadczeń z obszaru współpracy z lokalną społecznością i współpracę międzypokoleniową, promują społeczną aktywność i zaangażowanie obywatelskie.

Na początku kwietnia odbył się wyjątkowy zjazd Klubu Ambasadorów w Katowicach. Wyjątkowy, bo połączony z wizytami studyjnymi i zwiedzaniem miasta. Jerzy Czogała z katowickiego UTW, nasz Ambasador i przewodnik, pokazał uczestnikom zjazdu najciekawsze miejsca w zmieniającym się centrum miasta i budynki ważne dla historii Śląska. Dzięki Edycie Mężyk, Ambasadorce z Wodzisławia Śląskiego, poznaliśmy też śląskie smaki. Próbowaliśmy m.in. zamawianego zwyczajowo na wesela pysznego kołacza.
Wyjazd wypełniony był inspirującymi spotkaniami. W Muzeum Organów poznaliśmy jego założyciela, profesora Juliana Gambalskiego z Akademii Muzycznej. Spacerując po Nikiszowcu i Giszowcu, rozmawialiśmy o społecznym wymiarze koncepcji miasta-ogrodu. W siedzibie Domu Aniołów Stróżów przedstawiciele stowarzyszenia podzielili się z Ambasadorami swoimi doświadczeniami z wieloletnich działań lokalnych na rzecz katowickich dzieci i młodzieży. Zjazd zakończył się warsztatami filmowymi w Muzeum Śląskim, których efektami niedługo się z Wami podzielimy.

Smartfony, tablety, audiobooki. Jak jedna seniorka o tym usłyszała, to natychmiast powiedziała, że wypisuje się z tych warsztatów. Ta sama osoba na koniec oświadczyła nam, że kupiła już sobie nowy telefon z internetem i surfuje po sieci.

Rozmowa z Joanną Bulandrą, koordynatorką projektu „Bajki Słuchajki, czyli technologia łączy pokolenia” oraz Stanisławem Bulandrą i Bogumiłą Ziołko-Napieralską, współorganizatorami.

37787921415_c99ffe57d9_z

Martyna Śmigiel: „Technologia łączy pokolenia” – to hasło waszego projektu. Ale zwykle technologia raczej dzieli niż łączy, zwłaszcza pokolenia.

Joanna Bulandra:  W projekcie oprócz seniorów–ochotników wzięli także udział mieszkańcy Miejskiego Domu  Pomocy Społecznej. Na początku instytucja deklarowała, że bardzo chętnie weźmie udział w naszych działaniach. A potem okazało się, że seniorzy nagle zaczynają mieć problemy zdrowotne, nie mogą się zaangażować. Czułam pismo nosem, domyśliłam się, że może chodzić o niechęć seniorów do technologii. Wytłumaczyłam, że nikt nie będzie nikogo do niczego zmuszał, że nauka obsługi smartfonów i programów to tylko część naszego projektu, w którym tak naprawdę chodzi o coś innego.

Dali się przekonać?

J.B.:  Zaproponowałam, że przyjadę, wytłumaczę, co i jak. Okazało się, że wśród seniorów z MDPS z tą technologią rzeczywiście jest słabo. Ludzie nie wiedzieli, co to jest smartfon, audiobook, książka elektroniczna, więc zaczęłam takie przedszkolne opowiadanie. Plus zapewnienie, że wcale nie muszą tych tabletów dotykać, ale przecież mogliby poczytać dzieciom, fajnie spędzić czas. Znalazło się kilkoro chętnych.

   26899463059_2801b89387_z

Wspólnie postanowiliście stworzyć ilustrowane audiobooki dla dzieci, pojęcie dotąd na rynku chyba nieznane.

Stanisław Bulandra: – Rzeczywiście, nie ma czegoś takiego w sprzedaży. To audiobooki ze ścieżką dźwiękową, ale i ilustracjami. Seniorzy czytali bajki, dzieci rysowały, razem wszystko nagrywaliśmy i montowaliśmy. W ten sposób chcieliśmy zachęcić seniorów i dzieci do wspólnych działań wykorzystujących możliwości, jakie dają współczesne urządzenia i programy. Seniorzy uczą się używania telefonów czy tabletów, dzieciaki dostrzegają, że na komputerze można robić coś więcej prócz grania. Wspólna nauka, wymiana umiejętności, ale przede wszystkim nawiązanie kontaktu między pokoleniami.

Pierwszy taki audiobook zrobiłaś sama. Dla swojego wnuka Antka.

J.B.:  Często powtarzam, że pomysł wziął się z tęsknoty. Antek mieszka w Trzebnicy za Wrocławiem, to ponad 200 km od Rybnika. Nie widujemy go tak często, jak byśmy chcieli. Rozmowa przez telefon z trzylatkiem jest trudna, bo dziecko nie widzi rozmówcy, szybko się rozprasza. Ale Antek od początku uwielbiał słuchać bajek. Jeszcze niezbyt sprawnie mówił, a już zamęczał innych, żeby mu czytali. Nagrałam więc takie swoje czytanie na telefonie, a plik przesłałam Antkowi. I on to złapał! Zauważyłam jednak, że potrzebuje obrazka, któremu mógłby się przyglądać, ekran nie może wygasnąć, bo wtedy trudniej się skupić. Zeskanowałam więc karty książki, złożyłam je w filmik, dołożyłam ścieżkę dźwiękową z moim głosem. Powstał pierwszy ilustrowany audiobook.

Jak to się stało, że z zabawy z wnukiem powstał projekt dofinansowany w konkursie „Seniorzy w akcji” Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę”?

J.B.:  Nie mam za sobą żadnych podobnych doświadczeń z projektami społecznymi. Oboje z mężem jesteśmy informatykami. Pod koniec lat 80. założyliśmy własną firmę informatyczną, od wielu lat obsługujemy rybnicką bibliotekę publiczną. Pokazaliśmy kiedyś te audiobooki dziewczynom z biblioteki. Zachwyciły się, uznały, że warto to wykorzystać do pracy z dziećmi. Bogusia, która jest społecznikiem i realizuje różne projekty, zaproponowała, by zgłosić się z tym do konkursu.

Wiedzieliście już, kto weźmie udział w waszym projekcie?

Bogumiła Ziołko-Napieralska: – Przy filii biblioteki nr 4, w której pracuję, działa placówka wsparcia dziennego, popularnie zwana świetlicą środowiskową. Chodzą tam dzieciaki z rodzin objętych nadzorem kuratorskim. Pomyśleliśmy, że z instruktorem zajęć plastycznych mogłyby stworzyć rysunki. Założyliśmy też, że zaprosimy do udziału seniorów z MDPS oraz koło emerytów i rencistów nieistniejącej już Huty Silesia.

26899479039_bc15ff6784_z

Łatwo tu znaleźć ludzi aktywnych?

J.B.:  W Rybniku oferta dla seniorów jest bardzo bogata, ale oparta przede wszystkim na atrakcjach dla nich. Siadają, wypijają kawę i uczestniczą w tym, co ktoś dla nich przygotował. Mało jest zajęć, w które zmuszeni byliby sami się zaangażować. Ogromną rolę w dotarciu do seniorów odegrało wsparcie instytucjonalne, ale mieliśmy też kilku uczestników niezrzeszonych w organizacjach. Przy takich projektach trzeba liczyć się z trudnościami w znalezieniu chętnych. Ale trzeba też oswoić się z tym, że nie musi być ich cała rzesza. Warto pomóc choćby grupie osób.

Od czego zaczęliście, gdy już znaleźli się chętni?

S.B.:  Od spotkań zapoznawczych, żeby nie rzucać nikogo na głęboką wodę. Nazwaliśmy je pokazami, bo pokazywaliśmy, jakie możliwości daje współczesny smartfon i jak senior może z niego skorzystać. Może na przykład sprawdzić bazę leków i pójść przygotowanym do apteki, wiedzieć, ile dany lek kosztuje, może sprawdzić dawkowanie, żeby nie zbierać papierowych ulotek, sprawdzić rozkład jazdy autobusów czy pociągów, może nagrać notatkę dźwiękową, jeśli ma problem z zapisaniem czegoś. Założyliśmy, że na pierwszych zajęciach warsztatowych pokażemy, jak nagrywać dźwięk. Chcieliśmy też pójść o krok dalej: zaproponowaliśmy, że jeśli ktoś ma pocztę elektroniczną, to podepniemy ją do smartfona. A jeśli nie ma, to pokażemy, jak ją założyć. I zaczęły się schody. „Jak ja mam założyć konto pocztowe, to wypisuję się z tych warsztatów”. Co ciekawe, dokładnie ta sama osoba powiedziała nam na koniec warsztatów, że kupiła sobie już nowy telefon z internetem i surfuje po sieci.

38675556451_f69ab7cef9_z

Prócz warsztatów informatycznych zorganizowaliście również zajęcia plastyczne.

J.B.:  Seniorzy czytali bajki, a dzieci rysowały, inspirując się tym, czego słuchały. Ale najciekawsze wydarzyło się już przy wspólnej pracy. Zabieraliśmy dzieciaki do MDPS, przywoziliśmy tablety z profesjonalnym oprogramowaniem do nagrywania dźwięku. Dzieciaki niesamowicie poważnie do tego podchodziły, bo dostały odpowiedzialne zadanie, poczuły się ważne. A seniorzy przestali się bać, widzieli, że dzieci trzymają mikrofon, same zapisują pliki na dysku, pomagają. W MDPS usłyszeliśmy, że czegoś takiego u nich jeszcze nie było. Dotąd dzieci przychodziły, mówiły wierszyk, seniorzy siedzieli przy stole, słuchali, a potem wszyscy się rozchodzili. A tutaj zaczęło się przytulanie, rozmowy, dzieci spytały, czy mogą odwiedzać seniorów w ich pokojach. One nie trafiłyby do świetlicy, gdyby miały zapewnioną opiekę emocjonalną ze strony rodziców. Ta bliskość była im potrzebna. Potrzebowaliśmy bardzo dużo rysunków, więc zaprosiliśmy także do współpracy dzieci z przedszkola oraz z pracowni plastycznej przy rybnickim teatrze. Te dzieciaki stworzyły naprawdę fantastyczne, dojrzałe ilustracje.

38619579946_a1c877dbc9_z

Nagrania powtórzyliście w profesjonalnym studiu.

J.B.:  Praca z tabletami miała być tylko wprawką, okazją do nabrania śmiałości. Wszyscy i tak szli do studia stremowani, ale na miejscu głosy się rozluźniły, były powtórki, ale udało się. Niektórzy zasłaniali twarze, słuchając nagrań. Trochę ze wstydu, a trochę ze wzruszenia. Jeden pan nie dojechał do studia. Miał problemy zdrowotne, poruszał się na wózku, ale też trudno mu było się otworzyć. Powiedział, że nie czuje się na siłach i nie będzie nagrywać. Osobiście z nim porozmawiałam, powiedziałam, że nie wyobrażam sobie tego projektu bez niego. Zgodził się. Młody człowiek, który obsługiwał dla nas studio, pojechał do MDPS, z pomocą opiekunek zrobił minikabinę z kołder i materacy, żeby wytłumić dźwięk. Nagranie powstało. A starszy pan zapowiedział, że w kolejnych projektach też weźmie udział.

Został montaż dźwięku z obrazem na komputerze.

J.B.: Nie prosiliśmy dzieci o ilustracje do konkretnych scen, ale o własne impresje. Założyliśmy, że każdy rysunek wykorzystamy, niezależnie od poziomu artystycznego. Bo nie o poziom artystyczny tu chodzi. Mieliśmy kilkaset obrazków. Najpierw chciałam to złożyć sama ze Staszkiem. Ale to byłby ogrom pracy, poza tym mieliśmy się nią dzielić. Napisałam instrukcję, krok po kroku co trzeba zrobić, by złożyć taki film. Z seniorami wolontariuszami nie było problemu, ale Bogusia zaangażowała także emerytów z Silesii, wspólnymi siłami złożyliśmy kilkanaście bajek.

38675598731_5ff4df0aff_z

S.B.: Najpierw chcieliśmy je nagrać w formacie MP4 do odtwarzania na komputerze. Ale potem pomyśleliśmy: co z tymi, którzy nie mają komputera? Wydaliśmy więc płytę DVD z menu, okładką, nawet wkładkę dołożyliśmy. Są tam zdjęcia z powstawania projektu, ale przede wszystkim instrukcja, jak samemu bawić się w bajki słuchajki. I zrobić coś podobnego dla własnych dzieci czy wnuków.

38643468362_4bbedecd0f_z

Powstało piękne, profesjonalne wydawnictwo.

J.B.: Cieszymy się z niego, ale wiemy już, że nie to było w projekcie najważniejsze. Liczy się nie tyle świetnie zrobiona płyta z audiobookiem, ale droga, która do niej prowadzi. I co dzięki niej dostajemy. W takich projektach społecznych nigdy nie jest tak, że coś sobie założymy i realizujemy to krok po kroku, czasem trzeba wziąć na wstrzymanie, bo pracuje się z ludźmi, każdy ma swoje potrzeby, wymagania, bariery. Metoda małych kroków – to działa.

B.Z.-N.:  Ja dzięki temu projektowi nauczyłam się przede wszystkim, że trzeba być otwartym na ludzi. I wsłuchiwać się w ich potrzeby.

38643475572_7009f3c1b7_z

W końcu udało wam się połączyć pokolenia.

J.B.:  Takie porozumienie rodzi się powoli. Kiedyś, zwłaszcza tu na Śląsku, były domy wielopokoleniowe, dzieci były przyzwyczajone do wychowywania się z dziadkami. Dziś jest trudniej dotrzeć do siebie nawzajem, ale okazuje się, że nawet technologia – utrudniająca osobisty kontakt – może w tym pomóc. Warto otworzyć się na siebie, bo pokolenia mogą sobie wiele dać. Zwłaszcza w czasach galopującego postępu technicznego i zmian kulturowych.

S.B.:  Marzy nam się miejsce, w którym młodzi i starsi mogliby robić coś razem, nie tylko przy użyciu technologii. Taka świetlica międzypokoleniowa, w której można dzielić się swoimi umiejętnościami. Już wiemy, że nic nie dzieje się od razu, ale chcielibyśmy swoją energię wykorzystać do powstania takiej przestrzeni.

J.B.: Takimi miejscami nie tylko w Rybniku, ale w całym kraju moglibyśmy sobie rozwiązać sporo problemów społecznych.

Rozmawiała: Martyna Śmigiel

fot. Anna Liminowicz

38619581516_28f8fae2d0_z

Zobacz więcej o projekcie „Bajki słuchajki, czyli technologia łączy pokolenia” >>

Zobacz więcej zdjęć z projektu >>

Strona projektu na facebooku >>

">

Newsletter