Animatorzy projektu: Maria Niewiadomska-Rudnicka, Michał Bieżyński

Organizacja: Fundacja Urban Forms

Okres realizacji: 1 września 2013 – 30 czerwca 2014



 
Maria Niewiadomska-Rudnicka wciąż poszukuje nowych możliwości rozwoju, ciekawych projektów i działań twórczych. Z wykształcenia jest plastykiem, etnologiem, ekonomistą, dlatego nieustannie obserwuje świat dookoła i projektuje przestrzeń według własnych pomysłów. Autorka bibliografii i tezaurusów etnograficznych, przez wiele lat pracowała w ośrodku informacji etnograficznej. Uwielbia podróże, podczas których obserwuje życie w różnych jego aspektach. Zaangażowana w sprawiy kamienicy, w której mieszka.
 
Michał Bieżyński jest absolwentem historii sztuki na Uniwersytecie Łódzkim. Dyrektor artystyczny/Event Manager fundacji Urban Forms, z którą w ramach międzynarodowego projektu Galeria Urban Forms, zorganizował w Łodzi ponad 30 wielkoformatowych murali. Współpracował z czołowymi street artystami z całego świata. Organizator różnych wydarzeń kulturalnych - konferencji, premier, pokazów, warsztatów, przeglądów filmowych etc. Autor publikacji poświęconych street artowi. W wolnym czasie uczy się języka hiszpańskiego oraz uprawia sport.
 
A gdyby tak ściany jednej z łódzkich bram stały się niezwykłym obrazem, przejściem inspirującym ludzi do zmiany postrzegania otoczenia? Wiele bram miejskich jest brzydkich, smutnych, zapisanych. Mural, który powstał w bramie przy ulicy 10 Lutego 7/9, to pomysł na odczarowanie mrocznych i ponurych miejsc. Brama jest magicznym przejściem do świata i ze świata, niech więc wywołuje pozytywne emocje. Lokalni mieszkańcy z pomocą artystów street artu zmienili dotychczasowe nieprzyjazne miejsce w przestrzeń, która cieszy oko i z którą się utożsamiają. Wspólne sporządzanie muralu stało się pretekstem do poznania sąsiadów, których mijało się tylko z „dzień dobry” na ustach, a tym samym do integracji osiedlowej społeczności. Podczas uroczystego otwarcia bramy odbył się sąsiedzki piknik. Wszystkie działania były rejestrowane, tak by procesy malarskie można było śledzić w Internecie. A może, dzięki takiemu otwarciu na świat, pewien daleki krewny przyjedzie do Łodzi, by odwiedzić dawno nie widzianą ciotkę, która wcale nie siedzi przed telewizorem, tylko biega po podwórku z pędzlem w ręku, tworząc street art?